Życie a internet, czyli gdzie przebiega granica


Nie wiem, czy kiedyś o tym wspominałam, czasem już się gubię w zeznaniach. Czasami mam też wrażenie, że żyję nie w tej epoce, co trzeba, a bardziej pasuję chyba do XIX wieku. Im dalej w las (czyt. im jestem starsza) tym więcej rzeczy i spraw nie jestem w stanie zrozumieć. Nie wiem też, co kieruje niektórymi ludźmi, że zachowują się właśnie w taki, a nie inny sposób. I być może stwierdzicie, że jestem zarozumiała i się chełpię, ale większość osób, z którymi mam styczność, wie, że przeważnie mam zawsze rację (oprócz tego 1-go razu kiedy zjeżdżałam z górki na rolkach). Nie wiem jak to wytłumaczyć, ale chyba się nie da. Ewidentnie mam pierwiastek wrodzonej nadmądrości życiowej, co potwierdzi nawet moja teściowa. Taka rozsądna i realistycznie patrząca na życie ze mnie kobieta. Myślicie sobie zapewne, co ta baba gada i o co jej tak w ogóle chodzi. Obiecuję, że już przechodzimy do sedna 🙂 Dzisiaj na tapetę biorę internet!

Internet – nasze życie

Postęp technologiczny (i nie tylko) to oczywiście fajna sprawa. Dzięki temu ulepszamy nasze życie, wręcz do granic możliwości. Ja, będąc jeszcze w podstawówce, nie miałam ani komputera, ani dostępu do internetu. I żyło mi się całkiem przyjemnie 🙂 Powiedzcie teraz jakiemuś 8-latkowi, że co drugi dzień będzie egzystował bez komputera, smartfona czy tabletu (-a?). Dobre 😉

Życia bez internetu chyba nikt z nas nie jest sobie w stanie wyobrazić. Internet ułatwia wiele spraw, można zdalnie pracować, blogować czy porozumiewać się z rodziną mieszkającą na innym kontynencie. Jest to również jednak doskonała pułapka – czasu i życia.

I ośmielę się stwierdzić, że obecnie większość z nas nie wyobraża sobie dnia bez Facebook’a czy innych portali społecznościowych. I tutaj, już jakiś czas temu, zauważyłam dość poważny problem.

Portale społecznościowe

Kiedy tylko założyłam konto na portalu społecznościowym, zachłysnęłam się. Jakie to fajne, możesz publikować wszystko, wrzucać zdjęcia z wakacji, rozmawiać ze znajomymi. Widzisz, co robią inni, gdzie byli, kto wziął ślub, komu urodziło się dziecko. I nie ukrywam, żyłam sobie jak zaczarowana w tej wirtualnej rzeczywistości.

W pewnym momencie odczułam jednak, że coś jest nie tak. Za dużo zdjęć, za dużo oznaczania, za dużo życia umyka mi z telefonem w ręku. Śmiało stwierdzam, że byłam wręcz uzależniona od Facebook’a. I przestałam, konkretnie się opanowałam. Obecnie używam właściwie wyłącznie opcji czatu, czasem wrzucę zdjęcie z wakacji.

Nie wszystko jest na sprzedaż

Nie rozumiem tylko jednego, dlaczego dorośli ludzie, egzystujący już dłuższy czas w sieci, nie rozumieją, że pewne sprawy należy zostawić dla siebie, pewne sprawy są tak prywatne i intymne, że nie należy się tym dzielić z całym portalem społecznościowym.

Ja wszystko rozumiem, ktoś się cieszy, że będzie miał dziecko. Ale czy to jest powód, żeby od razu wklejać na wall’a zdjęcie usg? Osobiście znam kobietę, która w pierwszym miesiącu pochwaliła się znajomym, że zostanie mamą za 8 miesięcy. I za chwilę poroniła.

Pytam się, po co? To samo tyczy się porodu – pierwsze co, na ścianie pojawia się zdjęcie tuż po. Ponownie, po co? Świetnie Ci się układa w związku, dostajesz często kwiaty i prezenty, ale czy to jest powód do bombardowania zdjęciami i zapewniania jaka to jesteś kochana? Ja Ci wcale nie zazdroszczę, a wręcz odnoszę wrażenie, że musisz zapewnić cały świat jak to u Ciebie wspaniale, bo może ktoś ma wątpliwości.

Nie zrozumcie mnie źle

Nie szykanuję osób, które żyją w ten sposób i dokumentują każdy swój krok, każdy wyjazd i każde wydarzenie na portalu społecznościowym. Ja po prostu tego nie rozumiem. Życie i tak ucieka nam przez palce, nieustannie! Zamiast skupić się na tym, co tu i teraz, na tym, co czujemy, przeżyć to po ludzku, tak aby zostały wspomnienia, pierwsze o czym myślimy to „wrzucenie foty na fejsa”. Bo inaczej się nie liczy.

Otóż błąd, liczy. Bardziej mnie cieszy nawet telefon z życzeniami urodzinowymi niż życzenia „100 lat” na Facebook’u. Bardziej mnie cieszy wspólne wyjście czy wyjazd, niż gadanie na czacie. A najbardziej mnie cieszą szczęśliwe chwile, którymi wcale nie muszę się dzielić z całym światem w internecie i upewniać znajomych, że u mnie cud, miód i orzeszki. Po prostu, pielęgnujmy naszą prywatność, to co jest tylko nasze, wręcz święte.

Dzieci

Zarzekam się, że kiedy już zostanę mamą, moje dziecko nie wyląduje na moim profilu. I mam nadzieję, że nie zwariuję 😉 Ostatnio jednak, trafiłam na jakiejś plotkarkiej stronie na news’a, że ojciec umieścił na bodajże swoim zdjęciu profilowym zdjęcie syna. GOŁEGO SYNA. I tutaj po prostu brak mi słów. Nie wiem nawet jak opisać ten brak słów bez wulgaryzmów. My nie mieliśmy takiego problemu, bo nasi rodzice nie rozsiewali naszych zdjęć bez pieluchy w internecie. I dzięki bogom wszelakim.

Obecnie pokolenie kilkulatków będzie już miało duży problem, zwłaszcza jeśli rodzice nie szanują ich prywatności. Rozumiem, można dodać zdjęcie rodziny raz na jakiś czas, ale nie 20 zdjęć dziecka dziennie. Wybaczcie, ale przywołana wyżej sprawa okrutnie mnie zbulwersowała i to był też impuls do napisania tego tekstu. Apeluję o włączenie myślenia i zdrowy rozsądek. Wierzę, że nawet w najgorszych przypadkach jakieś resztki jeszcze zostały.

***

Może czas niekoniecznie najdoskonalszy na takie przemyślenia, ale uwierzcie mi. Bardzo rzadko zdarza mi się myśleć tak intensywnie o ludzkiej głupocie, jak przy okazji tego zdjęcia nagiego chłopca. Ponownie – nie rozumiem i nie zrozumiem takiego zachowania. Zapewnie zbyt mocno ujawniła sie we mnie moja XIX-wieczna natura. I serio zdjae sobie sprawę, że życie bez internet u nie istnieje i wszystko jest dla ludzi. Ale to my decydujemy, czym chcemy się dzielić z całym światem, i zapewniam, że nie musi to być absolutnie każda minuta życia. Jak zawsze powtarzamy, zdrowy rozsądek górą!

Każdy z Was ma na pewno swoje zdanie na ten temat. Ja chyba jestem zbyt konserwatywna w tym zakresie i nie wiem, czy to dobrze, czy może właśnie źle. Oczywiście czekamy na Wasze komentarze i opinie w tej sprawie. Może ktoś z Was przekona mnie do swojego odmiennego zdania 🙂

 Jeśli ktokolwiek z Was pragnie się ze mną skontaktować, zapraszam do zakładki KONTAKT. Pamiętajcie też, że bez trudu znajdziecie nas na portalach społecznościowych – Facebook’u, Instagramie, Twitter, Bloglovin’, Pineterest, Fashionlista i Tumblr.

images via pexels.com (1, 2)

Kasia

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Koniecznie zajrzyj też tutaj