Majówkowy chillout


Należę do tej grupy osób, która lubi każdą porę roku. Każda z nich ma swój urok i zdecydowanie wszystkie doceniam. Oczywiście pod koniec każdego sezonu mam już odruch wymiotny na widok niektórych elementów garderoby np. zimą pod koniec robi mi sie słabo na widok kozaków czy kurtki. Obecnie pogoda wprawia mnie w zachwyt. Słońce, zieleń

Różowy?


Kto by pomyślał. Ja miłośniczka czerni od jakiegoś czasu coraz częściej myślę o różu. Tym delikatnym, pudrowym, subtelnym. Przez lata unikałam ubrań w tym kolorze. Jestem jasną długowłosną blondynką z niebieskimi oczami, do tego o imponującym wzroście – 160 cm. Wyglądałam w nim jak przerośnięta lalka, ewentualnie dwunastolatka. Przy moim „charakterku” efekt był zbyt kontrastowy,

All white


Przez lata unikałam bieli. Wydawała mi się szpitalna. Wręcz zbyt sterylna. Do tego, dużo o niej można mówić, ale z pewnością nie jest praktycznym kolorem. Przy moim talencie do plamienia/brudzenia/niszczenia ubrań, nałożenie czegoś białego kończyło się niechybną śmiercią noszonego ubrania. Przy mojej urodzie (jestem mała blondynką o niebieskich oczach i bardzo jasnej karnacji) biały sprawiał,

Wszystkiego najlepszego!


Kochane i kochani z racji zbliżających się świąt chciałabym Wam życzyć wszystkiego najlepszego! Spokoju ducha, uśmiechu na codzień i zdrowia. Spełnienia wszelkich marzeń. Niezapomnianych podróży, mozra kreatywnych pomysłów oraz szafy mogącej pomieścić każdej ilości ubrań 🙂 Pamiętajcie by w szale porządków i gotowania znaleźć chwilę tylko dla siebie. Zasługujecie na to! via:weheartit.com  Related posts: No

IRO


Kolejna marka odkryta w bogatych zasobach internetu. Iro. Jej lookbook stanowi jedną z moich podstawowych inspiracji. Pogoda może nie sprzyja ale zdecydowanie takie zestawy będą  u mnie królować wraz ze wzrostem temperatury. Proste, wygodne, nieskomplikowane. Uwielbiam. Niestety ubrania tej francuskiej marki, są niedostępne w naszym kraju (posiada sklepy jedynie w USA i Francja). Istnieje wprawdzie

Must have


Tegoroczna chlapa przekonała mnie ostatecznie o konieczności zakupu kaloszy. MWczorajaszy dzień był przysłowiowym gwoździem do trumny. Nie wiem jak u Was ale ja wczoraj wracałam w istnej ulewie składającej się z  deszczu i śniegu. Mam dość przemokniętych stóp i zniszczonych butów. Nie wspomnę o ciągnącym się w nieskończoność katarze. Co tu dużo mówić najwyższa pora