My birthday wishlist


Uwielbiam urodziny. Pod tym względem, mimo upływu kolejnego roku, zupełnie nic się u mnie nie zmienia. Jestem jak pięciolatka z wypiekami czekająca na tort i prezenty. Nic nie poradzę – momentami jestem przerośniętym dzieciakiem. Moje urodziny są wprawdzie równo za miesiąc więc dzisiaj szybki przegląd prezentów za które bym się nie obraziła. Uwierzcie mi na słowo – większość moich znajomych i rodziny jest za takie podpowiedzi bardzo wdzięczna (Kasiu – nie ma za co). Poza tym któż zabroni dziewczynie marzyć?

Teraz kilka słów wytłumaczenia. Wcale nie jest tak że jeżeli nie dostanę prezentu z listy strzelam focha i płacze przez następny tydzień. Nic bardziej mylnego! Wbrew pozorom cieszy mnie wszystko. Niestety nie wiedzieć dlaczego moi bliscy mają zupełnie odmienne zdanie i poszukiwanie prezentów dla mnie uważają za niezłe wyzwanie. Na swoje usprawiedliwienie dodam tylko, że równie mocno jak dostawać prezenty, lubię sama je wręczać.

Przede wszystkim uwielbiam prezenty praktyczne (pewnie w przeciwieństwie do większości, ale jak już kiedyś wspominałam potrafię być dziwakiem). Świadomość, że dostaje coś co będzie mi służyć i będę mogła wielokrotnie wykorzystać sprawia mi dużą radość. To efekt zmiany która zaszła we mnie na przestrzeni ostatnich lat i próby ograniczenia zbędnych przedmiotów w moim codziennym życiu. Stąd moje ogromne zamiłowanie do klasyków i prostoty.

1. Okulary Orange BOSS (model: BO 0153 6SY) – piękne klasyczne, delikatnie kocie oprawki w których zakochałam się podczas ostatniej wizyty u optyka. Do zakupu nowej pary zbieram się od równo trzech lat.  Jak się okazuje, czyste lenistwo i wrodzone niezdecydowanie okazują się zabójczą mieszanką przy podejmowaniu tego typu decyzji.

2. Książka  Timothy Ferris „4-godzinny tydzień pracy” – musicie przyznać, że sam tytuł prezentuje się wyjątkowo kusząco. Wprawdzie w aż takie cuda jak zmniejszenie ilości tygodniowej pracy do 4 godzin nie wierzę ale tak naprawdę ucieszę się z każdej dodatkowej wolnej godziny. Poza tym zachęciła mnie recenzja kumpla, który książkę mimo że uważa ją za bardzo ciekawą czyta już któryś miesiąc. Powód? Z każdą stroną (cytuje) „przeżywał falę wstydu, że dotychczas tak marnował swój czas”.

3. Grzebyk i zalotka do rzęs INGLOT – na punkcie podkreślania rzęs mam prawdziwego fioła. Z powodzeniem unikam podkładów i całej masy kolorówki ale bez wytuszowanych rzęs bardzo rzadko występuje. Jeżeli dodamy do tego awersję przed efektem „pajęczych nóżek” (lansowanych notabene jakiś czas temu na wybiegach) okazuje się, że bez małej pomocy się nie obejdzie (oczywiście dotychczas bez tego żyłam, ale lubię sobie dorabiać ideologie do zakupu nowych rzeczy ;)).

4. Mleczko pilingujące  do twarzy na noc GlySkinCare Peelstep Lotion Lite (o stężeniu 5 lub ewentualnie 10) – wprawdzie na swój wygląd nie narzekam ale mijające lata z coraz większym natężeniem myślę o możliwych przyszłych zmarszczkach. Nie zrozumcie mnie źle – nie uważam ich za największe zło świata. Wręcz przeciwnie. Są czymś zupełnie naturalnym i nieuniknionym. Nie ukrywam jednak, że chciałabym maksymalnie wydłużyć oczekiwanie na nie 🙂 Stąd moje zainteresowanie wszelkimi kosmetykami które mają pomagać w ich przeciwdziałaniu.

5. Cieliste szpilki – jeden z obuwniczych klasyków. Moje dotychczasowe niestety zginęły tragiczną śmiercią (urwałam w nich obcas w taki sposób, że nie było już ratunku – vivat wszędobylskie metalowe kartki!).  To jeden z tych modeli który szczególnie korzystnie wygląda na naszych nogach, pięknie je wydłużając. Jeżeli dodamy do tego absolutną uniwersalność, mamy obuwniczy  święty Graal.  Niestety  idealną parę ciężko znaleźć. Osobiście wolałabym je na góra 8 cm obcasie. Niestety każdy centymetr więcej powoduje, że nie sprawdzałyby się u mnie na co dzień. Takich par jest niestety jak na lekarstwo – albo spotykam pokraczne i po prostu w moim odczuciu brzydkie obcasy „kaczuszki” albo 12-15 cm szpilki w których czuje się jak na szczudłach (są piękne ale zupełnie niepraktyczne).

6. Nowy depilator – mój stary pamięta jeszcze czasy mojego gimnazjum (czyli mniej więcej okres bytności dinozaurów na kuli ziemskiej). Nie mam na razie upatrzonego żadnego konkretnego modelu (wykorzystany w kolażu to jedynie przykład) więc jeżeli macie jakieś typy koniecznie dajcie mi znać! Fajnie byłoby gdyby łapał już mikroskopijne włoski i można było z niego korzystać pod prysznicem.  Ból zabiegu, wprawdzie z trudem, jestem w stanie znieść.

Jak widzicie nie jest taaaaak strasznie. Oczywiście jeżeli ktoś „ośmieli się” sprezentować mi coś innego nie wywołam wojny (obiecuje!). Wręcz przeciwnie! Uwielbiam sam fakt, że moi bliscy podjęli się trudu sprawienia mi przyjemności. Poza tym wiele najwspanialszych prezentów które dostałam były całkowitymi niespodziankami. A jakie są wasze marzenia? Szykujecie tego typu listy? A może delikatnie sugerujecie co chcielibyście dostać? Wolicie całkowite niespodzianki czy tak jak ja przede wszystkim cenicie praktyczność?

1) Okulary Boss Orange BO 0153 6SY, 370 -549 zł (w zależności od sklepu), 2) Książka  Timothy Ferris „4-godzinny tydzień pracy”  EMPIK, 45, 49PLN, 3) Grzebyk INGLOT 16,00 PLN oraz zalotka do rzęs INGLOT, 36,00 PLN, 4)  Mleczko pilingujące  do twarzy na noc GlySkinCare Peelstep Lotion Lite 10 z aptekagalen.pl, 62,31PLN,   5) Skórzane szpilki ZARA, 249,00 PLN, 6) Depilator Silk-épil 7 Wet & Dry, ok. 300 – 400 PLN (w zależności od sklepu).

images from: www.braun.com, www.zara.comwww.optykaworld.pl, www.empik.com, www.inglot.pl, www.aptekagalen.pl.

Karolina

Założycielka bloga zielonakaruzela.pl słynna ze słomianego zapału i odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Miłośniczka klasyki i nieśmiertelnego duetu bieli z czernią. Miłośniczka podróży i kotów (idealne zadatki na starą pannę). Chorobliwa pedantka, nerwus i „człowiek lista”. Uwielbia jazdę na rowerze, czasami udaje, że biega a ostatnio odkrywa możliwości trx. Właścicielka suchej, atopowej skóry i burzy blond włosów. Jej figura to jabłko a jej odwieczną piętą achillesową jest brzuch, z którym walczy od lat. Jest w stanie zjeść żuka ale twardo twierdzi, że fasola nie nadaje się do jedzenia. Jest samozwańczą mistrzynią pakowania walizki.

Założycielka bloga zielonakaruzela.pl słynna ze słomianego zapału i odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Miłośniczka klasyki i nieśmiertelnego duetu bieli z czernią. Miłośniczka podróży i kotów (idealne zadatki na starą pannę). Chorobliwa pedantka, nerwus i „człowiek lista”. Uwielbia jazdę na rowerze, czasami udaje, że biega a ostatnio odkrywa możliwości trx. Właścicielka suchej, atopowej skóry i burzy blond włosów. Jej figura to jabłko a jej odwieczną piętą achillesową jest brzuch, z którym walczy od lat. Jest w stanie zjeść żuka ale twardo twierdzi, że fasola nie nadaje się do jedzenia. Jest samozwańczą mistrzynią pakowania walizki.

Koniecznie zajrzyj też tutaj