Manicure hybrydowy – wykonanie


Dzisiaj kolejny wpis, którego tematem jest manicure hybrydowy. Wiele z Was ma obawy przed samodzielnym jego wykonywaniem. Ja nie jestem wyjątkiem. Na szczęście poszłam tą drogą i jak się okazało, manicure hybrydowy nie taki straszny jak go malują 😉 Hybrydy mają swoich zwolenników oraz przeciwników, ja jednak jestem zachwycona. Dzisiaj przedstawię Wam moje krok po kroku przy malowaniu paznokci. O niezbędnych przedmiotach pisałam już tutaj, a więc bez zbędnych powtórzeń zapraszam Was na malowanie paznokci!

Zdjęcie hybrydy

Ten krok pomijają osoby, które mają z hybrydami styczność po raz pierwszy. O zdejmowaniu hybryd napisano wiele, mamy też wiele możliwości – od zwykłej folii i wacików, przez klipsy i pojemniczki z acetonem, po spiłowanie pilnikiem. Ja zostałam przy wersji oldschoolowej, czyli folia, waciki i aceton.

Nie jest to szczególnie uciążliwe i jestem w stanie zawinąć sama obie ręce. Semilac wypuścił również swoje folie, z doklejonym już wacikiem, co zapewne ułatwia działanie. Idąc jednak moim trybem, na początku należy spiłować odrobinę wierzchnią warstwę – top, a następnie przyłożyć do paznokcia namoczony acetonem wacik i zawinąć szczelnie folią aluminiową.

Trzymamy w zależności od lakieru – zauważyłam, że lakiery pastelowe (mleczne) odchodzą szybciej i łatwiej. Po upływie 10-15 minut usuwam lakier kopytkiem.

dsc04193

Przygotowanie płytki

Na początku nadajemy paznokciom ulubiony kształt pilnikiem. Następnie należy zmatowić płytkę – ja robię to bloczkiem polerskim. Jeżeli zdejmujecie hybrydy, po usunięciu lakieru, również bloczkiem polerskim wyrównujecie płytkę i usuwacie resztki lakieru.

Ja zawsze myję ręce pod bieżącą wodą z pyłu, a następnie przemywam paznokcie wacikiem bezpyłkowym z cleanerem. Następnie używam preparatu do zmiękczania skórek i po chwili odsuwam je drewnianym patyczkiem. Ponownie przemywam paznokcie cleanerem. Teraz musicie pamiętać, aby nie dotykać już paznokci.

dsc04198

Nakładanie lakieru

Teraz zostało już najprostsze i najprzyjemniejsze. Pamiętajcie, aby każdą warstwę nakładać bardzo cieniutko i każdą kolejną warstwę utwardzić w lampie. Jeśli chodzi o technikę, pewnie każdy ma swoją. Ja przy skórkach maluję poziomo, czyli prostopadle do płytki paznokcia. Daje to piękną, prostą linię przy skórkach.

Prace zaczynamy od nałożenia bazy, następnie nakładamy kolor (kolory pastelowe przynajmniej 3 warstwy, kolory pozostałe wystarczą 2). Na koniec nakładamy top, który ma nieco gęstszą konsystencję, więc miejcie to na uwadze – trzeba go bardzo dobrze rozprowadzić. Na koniec przemywacie paznokcie cleanerem (chyba ze używacie topu no wipe). I tyle, manicure hybrydowy gotowy.

***

Samodzielnie nakładanie hybryd nie jest trudną sprawą, pamiętajcie jednak, że praktyka czyni mistrza. Na początku będzie Wam to zajmowało dużo czasu, ale kiedy dojdziecie do wprawy będziecie to robić migiem. Nie wspomnę już o tym, że potrzebne sprzęty macie pod ręką w razie draki i odpadania. Decyzja należy do Was! Ja jestem bardzo zadowolona, że zdecydowałam się na zakup własnego zestawu. Jak wygląda Wasz rytuał hybrydowy? Może macie jakieś rady? A może o czymś zapominam? Czekam na Wasze rady 🙂

Jeśli ktokolwiek z Was pragnie się ze mną skontaktować, zapraszam do zakładki KONTAKT. Pamiętajcie też, że bez trudu znajdziecie nas na portalach społecznościowych –  Facebook’u, Instagramie (Kasia,KarolinaTwitter,Bloglovin’,Pineterest, Fashionlista i Tumblr.

Kasia

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Koniecznie zajrzyj też tutaj