Manicure hybrydowy w domu – czy warto?


Popularność hybryd nie słabnie. Coraz więcej osób skłania się ku temu sposobowi malowania paznokci, a i niemała ilość osób decyduje się na zakup własnego zestawu i samodzielne malowanie paznokci. Mam wrażenie, że jestem jedną z ostatnich osób, która zaczyna przygodę z hybrydami na własną rękę. Początkowo się bałam i wolałam oddać swoje ręce osobie, która się na tym zna, podpatrzeć, wypytać, sprawdzić czy lakier będzie się trzymał. Wystarczyło dosłownie parę razy aby stwierdzić, że nie jest to trudne i dam sobie z tym radę. Może zabrzmi to jak banał, i pewnie czytaliście to przy każdym tego typu wpisie, ale nie wyobrażam sobie powrotu do zwykłego lakieru do paznokci. Manicure hybrydowy ma oczywiście wady, ale u mnie sprawdza się doskonale. Dlaczego zdecydowałam się na manicure hybrydowy? Zapraszam do czytania dalej!

Moje paznokcie

Zarówno stan moich paznokci jak i włosów pozostawia wiele do życzenia. Brałam i wsmarowywałam już chyba wszystko, co dostępne na rynku, aby poprawić ich stan. Ale dziś nie o włosach. Całe życie miałam krótkie paznokcie z bardzo prostego względu – gra w koszykówkę. I takim sposobem nigdy nie miałam problemu z połamanymi paznokciami czy malowaniem (zawsze uważałam, że krótkie nie nadają się do malowania). Przyszedł jednak rok 2016, dokładnie luty, i kolejna skręcona kostka i kolejny gips (po raz milionowy). Stwierdziłam, że już wystarczy. Po 16 latach odeszłam na koszykówkową emeryturę i nareszcie mogłam zahodować paznokcie! Mogłam, bo ciągle mi się łamały. CIĄGLE. I tu, z pomocą przyszły mi właśnie hybrydy. Dzięki nim mogę się cieszyć długimi paznokciami. Część dziewczyn zwraca uwagę, że hybrydy mocno osłabiają i niszczą paznokcie. Ja jestem jednak zachwycona. Nareszcie nic mi się nie łamie, a przy delikatnym zdejmowaniu nic złego się nie dzieje.

Cena

Manicure hybrydowy u kosmetyczki to wydatek ok. 50-60 zł, w zależności od miejscowości i salonu. Niekiedy musicie też zapłacić dodatkowo za późniejsze zdjęcie hybryd. Kosmetyczki przyjmują też bardzo często po pracy, w swoich domach, wtedy koszt takiej usługi spada, do ok. 30 zł. Ja, mistrz oszczędności, Sknerus McKwacz, od razu szybciutko sobie przeliczyłam to i owo. 2 wyjścia do kosmetyczki i mam zestaw top, baza plus lakier. Nie musiałam się przekonywać dłużej 🙂 Największy wydatek to oczywiście lampa do utwardzenia lakieru hybrydowego. Każdy lakier to również wydatek 30-60 zł, więc całkiem sporo. Wszystko zależy od marki, na którą się zdecydujecie. Ja wybrałam Semilac z tego względu, że tych lakierów używała moja kosmetyczka i sprawdziłam na sobie ich wytrzymałość.

IMG_20160726_164334398

Manicure hybrydowy – moje wydatki

Musicie być świadomi, że na starcie musicie trochę zainwestować. Ja kupowałam potrzebne produkty partiami. Koszt moich produktów podstawowych to:

  1. lampa LED – 38 euro
  2. baza – 33 zł
  3. top no wipe – 37 zł
  4. lakier – 29 zł
  5. nail cleaner – 15 zł
  6. aceton – 15 zł
  7. perparat do zmiękczania skórek – 12 zł
  8. waciki bezpyłkowe – 5,80zł
  9. patyczki, pilniki, blok polerski – ok. 15 zł
  10. kopytko do zdejmowania hybryd – 12 zł

Później możecie spokojnie dokupować lakiery i produkty, które Wam się skończą. Najlepiej zajść do sklepu już z zamiarem zakupu konkretnego koloru (aby nie spędzić tam godziny) lub zamówić online.

Problem z umówieniem się

To jest chyba główny powód mojej decyzji o zakupie swojego zestawu hybrydowego. Bywa tak, że macie już spory odrost, i musicie już teraz zdjąć manicure hybrydowy. I właśnie wtedy, przed wyjazdem na wakacje, weselem czy innym ważnym wydarzeniem, okazuje się, że Wasza kosmetyczka ma urlop, pani, z którą umówiliście się na wizytę domową zachorowała, a koleżanka od której pożyczacie lampę wyjechała. A w okresie wakacyjnym w salonie kosmetycznym nie ma miejsc i najbliższy termin to za tydzień. Tak też było ostatnim razem. Umówiłam się na wizytę domową na piątek, ponieważ w sobotę miałam 18-tkę brata. I akurat w czwartek wieczorem zdarzyło się nieszczęście. Lucky me. Stwierdziłam, że dość. Jedynym wyjściem jest zakup swojego zestawu do manicure hybrydowego.

Wady

Największą wadą jest chyba cena lakierów i konieczność zakupu lampy. Z drugiej jednak strony, spokojnie możecie wymieniać się kolorami z koleżankami. Nie dublujcie kolorów i po sprawie. I nie kupujcie od razu wszystkich kolorów, no chyba, że otwieracie salon. Druga sprawa to zniszczenie paznokci. U siebie taki stan zauważyłam tylko jeden raz – kiedy zdrapałam hybrydę, bo nie mogłam się umówić na zrobienie paznokci. Nie róbcie tego absolutnie nigdy! Ja jestem choleryczką i nie byłam w stanie wytrzymać. Do zdjęcia hybryd używam acetonu, boję się używać pilnika – mam wrażenie, że spiłuję paznokieć na amen. Po użyciu acetonu nie zauważyłam szczególnego osłabienia ani też zmiany wyglądu paznokcia. Nie sądzę też, że cokolwiek mogłoby jeszcze bardziej osłabić moje i tak już słabe paznokcie. Kolejna wada to konieczność poświęcenia przynajmniej 2 godzin na zdjęcie i wykonanie nowego manicure hybrydowego. Wydaje się, że to bardzo dużo, ale jest jedno ale. Robicie to raz na 2 tygodnie. Niektóre szczęściary mogą to robić raz na 3 tygodnie, ale u mnie paznokcie bardzo szybko rosną – niestety. Na stopach natomiast noszę hybrydę nawet miesiąc!

Zalety

Pomimo powyższych wad, nic nie jest w stanie mnie zniechęcić do hybryd. Poświęcam sporo czasu jednorazowo, ale później mam 2 tygodnie z głowy. Poza tym, manicure hybrydowy wygląda przepięknie przez cały czas – lakier pięknie się błyszczy, a kolor jest tak samo intensywny. Nie mam potrzeby zmiany koloru codziennie więc jest to dla mnie idealne rozwiązanie. I najważniejsze – paznokcie mi się nie łamią. Hybryda idealnie utwardza moje paznokcie, więc w moim przypadku ma działanie wzmacniające. Nie wiem tylko, co będzie jeśli zdecyduję się na zdjęcie ostateczne…ale to raczej szybko nie nastąpi.

Na koniec uczulam, że manicure hybrydowy nie jest wieczny i trzeba dbać o dłonie i paznokcie tak jak do tej pory, czyli używać rękawiczek gumowych do sprzątania, nie moczyć godzinami w wodzie z proszkiem i używać kremu do rąk 😉 Zdarzają się również odpryski, w moim przypadku ZAWSZE gdy kroję coś nożem lub ostatnio, kiedy próbowałam zamknąć zamrażarkę w sklepie. Tak, to trzeba umieć. Natomiast, kiedy już się zdarzy jakaś paznokciowa tragedia, mam wszystko w domu i mogę to poprawić „od ręki”.

***

Więcej wpisów z tej kategorii znajdziecie w zakładce Beauty. Dzisiaj się za bardzo rozpisałam, a więc swoją hybrydową rutynę przedstawię Wam w następnym wpisie. Bardzo często w komentarzach na blogach czy przy filmach czytam, że chyba nie ma już osób, które używają normalnych lakierów i wszędzie tylko hybrydy. Cóż, ile osób, tyle wyborów. Ja nikomu nie narzucam, aby wybrał manicure hybrydowy, ani też nie zarzucam paniom, które używają zwykłych lakierów do paznokci, że jak tak można, używajcie hybryd. Jestem ciekawa, czy jesteście zwolenniczkami czy przeciwniczkami manicure hybrydowego 🙂

Jeśli ktokolwiek z Was pragnie się ze mną skontaktować, zapraszam do zakładki KONTAKT. Pamiętajcie też, że bez trudu znajdziecie nas na portalach społecznościowych –  Facebook’u, Instagramie (Kasia, KarolinaTwitter,Bloglovin’,Pineterest, Fashionlista i Tumblr.

Kasia

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Koniecznie zajrzyj też tutaj