Jak przetrwać ślub i wesele, czyli ślubny niezbędnik


Tytuł wydaje się co najmniej przewrotny, przecież ma to być najpiękniejszy dzień w naszym życiu. Natomiast dobre stare porzekadło mówi – przezorny zawsze ubezpieczony. I niestety, w tym najcudowniejszym dniu mogą nas zaskoczyć różne rzeczy, sytuacje i problemy. Nie ma się jednak co załamywać. Wydaje mi się, że kwestia tkwi w właściwie przygotowanym „niezbędnika”, tak aby nic, ale to absolutnie nic nie miało szansy nas zaskoczyć (i mam nadzieję nie wywołuję tu wilka z lasu). Jak ja przetrwałam ten dzień pomimo licznych niespodzianek? Jakie rzeczy należy koniecznie mieć przy sobie w tym wielkim dniu? Odpowiedzi postaram się udzielić poniżej.

Nie daj się chorobie

Przed swoim ślubem długo nad tym myślałam – co się stanie kiedy zachoruję przed TYM dniem. I cóż, wykrakałam. Jakieś 5 dni przed ślubem strasznie źle się czułam, miałam gorączkę i nie dałam rady nic jeść ze względu na dramatyczny ból gardła. Diagnoza – angina (no świetnie). Dostałam antybiotyk i brałam go do dnia ślubu. Na szczęście samopoczucie w przeddzień ślubu wróciło już do normy jednak ból gardła pozostał. Na szczęście miałam ze sobą super pastylki na ból gardła, ponieważ ok. północy tak rozbolało mnie gardło, że nie byłam w stanie normalnie uczestniczyć w zabawie. I tu moje przygotowanie znacznie ułatwiło mi życie. Nie wiecie co się wydarzy, może Was rozboleć głowa, ząb, cokolwiek. W przypadku panny młodej możliwa jest jeszcze opcja typowo kobieca, ale to już musi być naprawdę niesamowity pech. Także polecam Wam przygotowanie małej apteczki, w której znajdą się środki przeciwbólowe, rozkurczowe a także coś na wariacje żołądkowe. Jeśli ktoś zażywa leki codziennie koniecznie niech o nich pamięta!

Anystresowo

Przy okazji odradzam wszelkie „ogłupiacze” antystresowe. Myślę, że jest to za duże ryzyko ponieważ nie macie pojęcia jak zareaguje Wasz organizm akurat w tym dniu. Nawet jeśli ktoś bierze środki uspokajające od jakiegoś czasu powinien szczególnie uważać w tym dniu. Moim zdaniem lepiej się wstrzymać i po prostu cieszyć tym dniem. Można też wziąć ze sobą gumę do żucia (używać tylko przez chwilę kiedy nie jesteśmy na „świeczniku”!!!) albo odświeżające tik-taki, które czasem zapewniają nam większy komfort w trakcie stresujących sytuacji. Wiem, łatwo powiedzieć. Ale w tym dniu nastąpi weryfikacja, na kogo możecie tak naprawdę liczyć. Ja na szczęście miałam wokół siebie same cudowne osoby, poczynając od moich rodziców i męża a kończąc na swoich druhenkach. Tyle, ile zmartwień zdjęły te osoby z moich barków…no cóż, nie da się tego opisać.

Niezbędnik naprawczy

W tym dniu polecam mieć również ze sobą nitkę i igłę oraz ewentualnie agrafki. Jako, że wiecie, jakie kolory macie na sobie (z reguły biel, ewentualnie ecru, oraz czarny) przygotujcie nitki w takich kolorach. A zdarzyć może się naprawdę wiele rzeczy. Dół mojej sukienki był tiulowy i cóż ja zrobię, że niefortunnie kawałek się urwał w trakcie tańca. I bawiłam się w krawcową. Siedziałam przed wejściem do sali i razem z Karoliną przyszywałyśmy oderwany kawałek. Kupa śmiechu i wspomnienia na lata 😉 Może się także zdarzyć, że odpadnie guzik, także polecam wziąć ze sobą 2 guziki, w kolorze białym i czarnym. Panna młoda powinna również pamiętać o zapasowej parze rajstop lub pończoch.

Rany weselne

Z tym może być niestety największy problem, zwłaszcza kiedy mamy niewygodne buty. Albo nie wiemy czy są wygodne i tak nam się wydaje, bo są nowe i jeszcze nie przetańczyłyśmy w nich całej nocy. Tutaj z pomocą przyjdą nam oczywiście wszelkie wkładki żelowe do butów lub podkładki. Ja zawsze niestety muszę mieć wkładki pod piętą i wtedy nie nabawiam się żadnych otarć. Jeśli już jednak zdarzy się taka bieda najlepsze będą plastry, jednak tu sugerowałabym te profesjonalne plastry na pęcherze i odciski. Zwykłe plastry również powinniście zabrać do mniejszych ewentualnych uszkodzeń. Pamiętajcie też, ze po całej nocy będziecie niewyspani i zmęczeni i jeśli planujecie poprawiny – radzę wziać krople do oczu, jeśli po takich wyczynach macie tendencję do zaczerwienionychi piekących oczu.

Kosmetyki

Mój typ cery to niestety najgorszy z możliwych – cera mieszana i świecę się na kilometr. I niestety ale nawet najlepsze kosmetyki i najlepszy makijaż (jak się okazało) wymiękają po kilku godzinach. Konieczne w moim przypadku były chusteczki (bibułki) matujące (najlepsze jakie znalazłam – a szukałam naprawdę długo – to te z Inglot) a także puder w kamieniu i fluid. Jeśli decydujecie sie na kolorowe usta dobrze jest mieć ze sobą szminkę w tym kolorze, jakiego użyła Wasza kosmetyczka. Jeśli fryzura jest mocno skomplikowana warto zabrać ze sobą również lakier do włosów. Koniecznie wyposażcie swoją kosmetyczkę także w chusteczki i chusteczki nawilżane (pomogą zapanować nad bałaganem po płaczu jak i niewielkim ubrudzeniu). Przydać się może także antyperspirant 😉

Garderoba i nie tylko

Jeśli nie jesteście pewni swojego ślubno-weselnego obuwia radzę zabrać ze sobą wypróbowane już nie raz i nie dwa buty na zmianę. Dobrze jednak gdyby wysokością nie różniły się od tych pierwszych, ponieważ sukienka ma długość dobraną do Waszych ślubnych butów. Pamiętajcie również o ubraniach na zmianę. Polecam zabrać ze soba także parasolki, najlepiej w czarnym lub białym kolorze, wszak pogoda jest nieprzewidywalna.

Wydaje się, że tych rzeczy jest naprawdę dużo, jednak lepiej mieć więcej niż potem mysleć, kogo tu wysłać do domu lub sklepu. Odpowiednie przygotowanie na pewno zapewni trochę większy spokój w Waszej głowie. Czy macie jeszcze inne rady co do rzeczy, które należy ze sobą zabrać? Macie plan na swój ślubny niezbędnik? Możliwe, że o czymś nie pomyślałam zatem na Wasze opinie i podpowiedzi czekam w komentarzach 🙂

 images via: kaboompics.com

Kasia

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Koniecznie zajrzyj też tutaj