Jak nie stracić motywacji do ćwiczeń fizycznych?


Dzisiaj kolejny post z serii fitnessowej 😉 Ciągle wspominam o tym, że jestem szalonym typem człowieka – szalonym w sensie aktywności fizycznej oczywiście. Bez treningu czy zajęć fitnessowych mogę przeżyć max. 2 dni ponieważ w trakcie trzeciego zaczyna mnie już „nosić”. Jednak są takie dni (a kiedy się zaczynają to już dokładnie wiem, co będzie się ze mną działo) kiedy absolutnie odrzuca mnie od wszelkiej działalności, w tym – ćwiczeń. Jak więc udaje mi się już od tylu lat prowadzić aktywny tryb życia? Postaram się odpowiedzieć poniżej 🙂

Po pierwsze, nigdy ale to nigdy (!) nie zmuszajmy się do robienia czegoś bo „inni tak robią”. Wszyscy wokół chodzą na siłownię no więc ja też muszę. Bzdura. A moim zdaniem – najgorsze co człowiek może sobie zrobić, zwłaszcza na początku przygody ze sportem. Gwarantuję, że w takim przypadku, przygoda czy to z fitnessem czy bieganiem skończy się po miesiącu i zostaniecie na długo skutecznie zniechęceni do jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Najważniejsze jest więc to, aby to co robicie sprawiało Wam przyjemność. Abyście już pod koniec pracy czy zajęć w szkole myśleli – super, za 2 godziny będę już szaleć na stepie czy rowerze. Jeśli stwierdzicie, że bieganie nie jest dla Was – przerzućcie się na aerobik. Jeśli aerobik to jednak nie to – może gry zespołowe? „Szukajcie a znajdziecie” nabiera nowego znaczenia. I naprawdę nie widzę innej możliwości aby po miesiącach czy nawet latach nadal mieć zapał do skakania po stepie czy biegania. Odpowiedzcie sobie na pytanie „co sprawia mi największa przyjemność i sprawia, że czuję, że żyję?” Moim skromnym zdaniem będzie to pierwszy krok do Waszego sukcesu 🙂 Ja obecnie nastawiam się na różnorodność. Uczęszczam na wszelkie możliwe typy zajęć, które lubię, z różnymi instruktorami i to uznaję za swój złoty środek 🙂

Po drugie, i żeby była jasność – jest to tylko i wyłącznie moja subiektywna opinia, wyznaczenie sobie konkretnego celu nie zawsze jest dobrym pomysłem. Najprościej zobrazuję to przykładem pań chcących schudnąć do lata. Zaczynają coś robić w okolicach lutego/marca i wyobrażają sobie, że w ciągu 3-4 miesięcy będą miały figurę Gisele Bundchen. Nie ma cudów, nie ma takiej możliwości. Na fit figurę pracuje się non stop i kilka miesięcy nie jest w stanie dużo zmienić zwłaszcza gdy już latem owe panie wracają do starych nawyków i porzucają ćwiczenia. Za rok sytuacja się powtarza. Błędne koło. Choć nie ukrywam, że niekiedy wyznaczenie sobie konkretnego celu zapoczątkowuje zdrowy tryb życia. Taki człowiek zaczyna ćwiczyć „po coś” (nietrzęsąca się pupa czy ładne ramiona) a zanim się obejrzy wchodzi mu to w krew i nie może przestać bo to już jest jego styl życia. Zatem, moja rada będzie następująca: zadajcie sobie jedno bardzo ważne pytanie – „czy chcę prowadzić zdrowy tryb życia?”. Jeśli chociaż cząstka Was chce zmian jesteście o krok bliżej do sukcesu i zapoczątkowania trwałych zmian w Waszym życiu.

Nie polecam również nastawiać się na efekty. Wypracowanie wymarzonej figury zajmuje naprawdę sporo czasu i nierozerwalnie wiąże się z Waszą dietą. Bez zbilansowanej diety nie da się osiągnąć satysfakcjonujących Was rezultatów. Metoda małych kroczków w tym przypadku sprawdza się fenomenalnie. Niech cieszą was małe zwycięstwa. Zauważycie, że ręce już mniej „latają” – świetnie! Nareszcie widzicie pupę w obcisłych spodniach – doskonale! Bez pracy nie ma kołaczy 😀

WP_20150520_001

Nigdy nie ukrywałam, że czasem zdarza mi się również gorszy dzień. Nadmiar obowiązków, obrót spraw zupełnie nie po mojej myśli, stres, dużo stresu…i ostatecznie naprawdę ostatnim co chcę zrobić jest wyjście na siłownię. Mam jednak dla Was złotą radę, do której zawsze się stosuję. Im bardziej czegoś Ci się nie chce tym lepsze będzie wydarzenie, a ma to zastosowanie do każdej sfery życia (wesela, imprezy, spotkania). Niekiedy, chociaż bardzo rzadko, zdarza mi się, że odpuszczam. No cóż, jestem tylko człowiekiem 😉 Potem jednak mam niesamowite wyrzuty sumienia i wcale nie czuję się lepiej bo odpoczywam po naprawdę ciężkim dniu na kanapie. Kategoryczne nie. Dzień bez treningu to dzień stracony 😀 I jeśli już po masakrującym mnie dniu idę na trening – wychodzę z niego pozytywnie zmęczona i naładowana endorfinami. I wiem, że to był dobry dzień!

Kolejną dobrą zasadą jest ustalenie sobie dni aktywności fizycznej. Ja ze względu na swoje hiperaktywności robię coś 5 razy w tygodniu. Żyję tak już naprawdę długo i po prostu nie umiem inaczej ale nie bierzcie ze mnie przykładu. Wszystko zależy bowiem od tego czy dopiero zaczynacie swoją przygodę z ćwiczeniami fizycznymi czy jesteście już zaprawieni w bojach. Konieczne jest również, abyście dobrali częstotliwość i intensywność treningu do swojej własnej osoby. Kiedy już ustalicie dni wysiłkowe – trzymajcie się planu. Wprowadzi to pewną rutynę w Waszym życiu ale też pomoże zaplanować Wam tydzień.

Wiem, że czasem zdarzają się wypadki losowe jednak niech to nie zachwieje Waszymi postanowieniami. Opuszczony trening polecam odrobić następnego dnia lub w przypadku choroby – spokojnie odleżeć swoje i wrócić już w pełni zdrowym do normalnego trybu działania.

Czekam na Wasze komentarze 😀 Może macie jakieś swoje rady albo tzw. złote środki aby nie stracić motywacji do ćwiczeń? Mogłam zapomnieć o czymś super ważnym ale mam nadzieję wybaczycie 🙂

Jeśli ktokolwiek z Was pragnie się z nami skontaktować, zapraszam do zakładki KONTAKT. Pamiętajcie też, że bez trudu znajdziecie nas na portalach społecznościowych –  Facebook’u, Instagramie (konto moje, konto Kasi), Twitter, Bloglovin’, Pineterest, Fashionlista i Tumblr.

Kasia

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Koniecznie zajrzyj też tutaj

  • Iza

    Bardzo fajny pomysł an wpis, na pewno skorzystam. Pozdrawiam!

    • Dziękujemy za miłe słowa i również pozdrawiamy 🙂

    • Dziękuję bardzo! 🙂

  • Magduśka

    DZIĘKUJĘ!!!! :*

    • Mam nadzieję, że chociaż odrobinkę pomogłam 🙂 i będziesz super wytrzymała w swoich postanowieniach 😀 tego Ci życzę!

    • Polecamy się na przyszłość 🙂

  • Kornelia M.

    Na pewno skorzystam bo akurat motywacja do ćwiczeń to moja pięta achillesowa 😉

    • Cieszymy się, że pomogłyśmy 🙂

    • Zawsze do usług 😉

  • Elizka

    Świetna seria, uwielbiam Wasze wpisy o aktywności fizycznej <3

    • Dziękujemy serdecznie :*

    • Dziękujemy serdecznie! 🙂

  • kydza

    Motywacja, bardzo ważny aspekt podczas długotrwałych przedsięwzięć, a ćwiczenia do nich się zaliczają. Też mam chwile zwątpienia i wchodzi mi na kark taki wielki leń, który mówi:dziś luz, nie idź. I muszę się przyznać, że czasami udaje mu się wygrać. Odpuszczam. Ale zdarza się to bardzo rzadko 🙂 Oczywiście podczas choroby rezygnuję z zajęć. Potem są wyrzuty sumienia ale już na kolejnych daje z siebie ponad 100% jak również staram się odrobić utracony trening. Chyba każdy z nas ma chwile, w których nawet myśl o pięknych pośladkach nie pokona naszego „Lenia”. Ale nie poddawajmy mu się tak łatwo i zbyt często 😉 Życzę wszystkim wytrwania! Damy radę wszystko przezwyciężyć. Pozdrawiam.

    • I to jest nastawienie! 😀 popieram w 100%, nie poddawajmy się. Chwile zwątpienia to tylko chwile a dalej robimy swoje 😀 pozdrawiam!

    • Bardzo dobre podejście, pozdrawiam 🙂

  • Iwona

    Jak zawsze super post!!!!

    • Dziękujemy serdecznie! 🙂

    • Dziękuję! Serce rośnie 😀

  • Eliza

    Rewelacyjny pomysł na wpis! Ja mam zawsze problem z utrzymaniem motywacji do cwiczeń. Przede wszystkim dlatego, ze na efekty zwykle trzeba poczekać a ja mam bardzo niecierpliwy charakter 🙂

    • Prawdopodobnie jestes moją zaginioną siostrą bliźniaczką bo mam identycznie 🙂

    • Nie ma co się zrażać 😉 każdy, absolutnie każdy, ma chwile zwątpienia. Ale po burzy zawsze jest słońce 😀 życzę wytrwałości!

  • Ula

    To zawsze moja największa zmora!

    • U na niestety podobnie 🙂 Ale walczymy!

    • Trzymamy zatem kciuki!

  • Pingback: Last month, czyli #mobile mix – lipiec 2015 – Zielona Karuzela()

  • Podczas wszelkich aktywności, których się podejmujemy niezbędna jest motywacja i poczucie realizowania pewnych celów. W przypadku aktywności fizycznej niezbędna jest silna wola, motywacja i systematyczność. Wystarczy nawet kwadrans dziennie przez okres dwóch tygodni, w celu wyrobienia pewnego nawyku. Następnie możemy dobierać indywidualny zestaw ćwiczeń, zmieniać porę dnia podczas której decydujemy się na trening, a także regulować długość treningu. Osobiście polecam wyznaczenie realnego celu, wyobrażenie sobie wymarzonej sylwetki, ustalenie harmonogramu ćwiczeń oraz mimo wprowadzonych zmian nie zatracenia uśmiechu na twarzy, bo aktywność fizyczna powinna przede wszystkim dostarczać nam radości i satysfakcji z pracy nad swoim ciałem. Pozdrawiam serdecznie 🙂

    • Dzięki wielkie za ten komentarz 🙂 Bardzo przydatne rady 🙂

    • Nie sposób się z tym wszystkim nie zgodzić 🙂

  • Mnie co jakiś czas dopada kryzys jogowy, który objawia się kompletnym leniem… najważniejsze to w ogóle się wtedy zebrać choćby na troszkę, chociaż na 15 min dziennie, choćby same relaksacje. Kryzys w końcu przejdzie, a ja nie stracę nawyku dzięki temu. Ogólnie najważniejsze żeby nie tyrać się za bardzo i nie robić nic czego ciało nie chce, szczególnie kobiety mają dni że mogą dać z siebie więcej ale i takie, że może im to zaszkodzić.. Nic na siłę 🙂

    • Dokładnie tak. Trzeba słuchać swojego ciała i lepiej nie doprowadzać do skrajnego przetrenowania czy przemęczenia. Ja już się nauczyłam odczytywać znaki organizmu i narazie nieźle daję sobię radę z równowagą. Problemem jest tylko to, że nie wyobrażam sobie dnia bez treningu. Ale i tutaj powoli zmieniam myslenie – dla swojego dobra 🙂

    • Dokładnie – „nic na siłę” 🙂 Jedynie się wówczas zniechęcamy do ćwiczeń 🙂

  • Sport, kondycja i ćwiczenia to dla mnie trudny i często irytujący temat. Może na początku odniosę się do twoich myśli, że trzeba mieć chęć, sposób taki na życie i co zrozumiałam traktować to bardziej jako hobby. No więc ja mam kilka takich swoich innych zainteresowań, które pochłaniają mój czas więc na ćwiczenia kompletnie nie mam czasu,chęci ani motywacji. A jeśli ktoś mnie do tego jeszcze przekonuje za każdym razem to u mnie to działa w przeciwną stronę wręcz jak płachta na byka anty. Chociaż też nie lubię być jak większość. Większość ćwiczy bo to modne ale i zdrowe a ja nie chcę być jak większość. Niby jakaś część mnie może i by chciała ćwiczyć aby pozbyć się maleńkich boczków, ale nie widzę nawet 15 minut na to mając trochę na głowie, a i więcej na głowie,bo nie mam czasu na swoje hobby mimo że się staram.Inną motywacją często jest chęć zmiany swoje wyglądu aby być no właśnie, bardziej sexy. Tylko że jak uważam się, że nic mi nie brakuje to i tego bodźca nie mam. Nie jest to jak widać mój komentarz zachęcający i chwalący się osiągnięciami ale tacy też są 😉 pozdrawiam

    • „Po pierwsze, nigdy ale to nigdy (!) nie zmuszajmy się do robienia czegoś bo inni tak robią”. Widzisz więc, że uważam tak samo 🙂 Są różni ludzie i różne hobby. Duża część ćwiczących to niestety osoby, które coś postanowiły w tej kwestii (bo moda, bo koleżanki chodzą, bo chcę lepiej wyglądać) jednak po paru miesiącach odpuszczają bo im się nie już odechciało albo nie ma szybkich efektów. I właściwie do tych osób skierowany jest ten post – jak wytrwać w postanowieniu, przynajmniej moim zdaniem 😉 Szanuję natomiast osoby, które nie są „nienormalne” tak jak ja 😉 Sport to moje życie od dawien dawna i kochałam to zanim jeszcze było modne. To było i jest moje hobby. Nie każdy musi ćwiczyć, zwłaszcza jeśli nie lubi 🙂

    • Ja mam taką regułę, „że jeżeli mi na czymś zależy znajdę sposób, jeżeli nie znajdę powód” 🙂 Chce ćwiczyć, więc bez trudu nawet w napiętym grafiku znajdę na to czas. Najwyżej nie przejrzę fb czy pudelka 🙂 A do ruchu nei ma sensu sie zmuszać jeżeli nei mamy an to ochoty. ja akurat widzę same jego pozytywy ale jestem w stanie zrozumieć, że ktoś ma inny do niego stosunek 🙂

  • Wydaje mi się, że z motywacją jest najgorzej na początku – łatwiej jest, kiedy się już wkręcisz. Ja ćwiczę regularnie co 2 dni (nieważne, który to dzień tygodnia, po prostu co 2 dni), plan i śledzenie postanowienia bardzo mi pomaga. Lubię podczas ćwiczeń słuchać muzyki (ogarnia przy tym w jakieś ramy czasowe mój trening) albo oglądam zamiast tego jakiś film/serial.

    • Też bardzo pomagają mi wszelkei plany i rozpiski przy ćwiczeniach 🙂

    • To fakt, kiedy już zaczniesz ćwiczyć i będzie to ujęte w planie dnia – jest dobrze. Najgorzej jest niestety zacząć 🙂

  • Pingback: Noworoczne postanowienia i co dalej? - Zielona Karuzela()