Fit lifestyle a zdrowy rozsądek


Zdrowie, sport i odpowiednia dieta to obecnie chyba jedne z najpopularniejszych haseł obecnie wyszukiwanych w internecie. Nic w tym dziwnego większość mediów jest wręcz przesycona radami jak żyć lepiej. Ma to oczywiście, jak zresztą wszystko, swoje plusy i minusy. Z jednej bowiem strony mamy łatwy dostęp do informacji, z drugiej zaś mnogość i sprzeczność większości rad. Trudno w tym wszystkim nie stracić głowy. Jeżeli jesteście ciekawi, jakie mamy do tego podejście i jaką filozofię wyznajemy, zapraszamy do czytania dalej!

Wrzuć na luz

I uzbrój się w cierpliwość. Dlaczego? Powód jest banalny – za rok prawdopodobnie odkryją, że np. super zdrowy trend jednak taki zdrowy nie jest. Mnogość sytuacji w której „amerykańscy naukowcy odkryli, że jednak …” jest tak wielka, ze co do zasady średnio wierzę w ich wiarygodność.

Dlatego błagam, unikaj postawy szalonej neofitki i nie stawaj się zagorzałym wyznawcą jakiejś fit filozofii. Wszystko jest dla ludzi ale odrobina krytycznego spojrzenia i otwarty umysł jeszcze nikomu nie zaszkodził.

Zdrowy egocentryzm, czyli liczysz się Ty

Tą radę można w skrócie wyrazić jednym zdaniem – wszystko co przeczytasz lub usłyszysz – dostosuj do siebie! Nikt mi nie wmówi, że jesteśmy tacy sami. Nikt. Jasne, wiele nas łączy, w większości mamy podobne potrzeby, ale różni nas jeszcze więcej. Oczywiste jest, że trochę inny tryb dnia będzie miała mama, student a jeszcze inny biegająca ze spotkania na spotkanie osoba pracująca. Dodajmy do tego, że często dochodzi jeszcze do miksowania tych ról w różnych konfiguracjach.

Mamy różny wymiar wolnego czasu, który mogłybyśmy poświęcić na sport, inne zapotrzebowanie na np. kaloryczność posiłków czy też możliwości portfela (nie każdego jest np. stać na siłownię). A uwierzcie mi te różnice można z łatwością mnożyć.

Dlatego punktem wyjścia przy realizacji jakichkolwiek porad na zdrowszy tryb życia powinna być świadomość czego potrzebujemy, czego oczekujemy i na co możemy sobie pozwolić. Tylko wtedy zamiast niewolnikami staniemy się ochotnikami.

Umiar, umiar i jeszcze raz umiar

W mojej opinii najlepszy jest zawsze złoty środek. Rzucanie się od razu na głęboką wodę zwykle kończy się szybkim falstartem. I mówię to z własnego doświadczenia. Zwykle najlepiej sprawdza się metoda małych kroków. Drobne, często wręcz niezauważalne zmiany potrafią w efekcie więcej usprawnić.

Przykład? Codzienny spacer 15-20 minut sprawi więcej dobrego niż bieg na 15 km raz na 2 tygodnie. Jest dużo łatwiej go wpleść w rytm naszego dnia (wystarczy, ze wysiądziemy kilka przystanków wcześniej czy też uszczęśliwimy swojego lub sąsiadki psa codzienną wędrówką). To tego jest aktywnością do której nie musimy się zmuszać bo nie wymaga od nas niesamowitego wysiłku (a wielu z nas to małe leniuszki). Tym samym staje się czymś naturalnym a nie karą którą musimy odbębnić.

Bądź wyrozumiały

I to nie tylko do innych ale też do siebie. Czasami z przerażeniem czytam komentarze pod niektórymi artykułami jakie znajduje w sieci. Częstotliwość z jaką znajduje komentarz, w którym ktoś wyznaje prawdę objawioną i wręcz wymusza na innych przyznanie mu racji trochę mnie niepokoi.

Prawda jest taka, że nie u wszystkich sprawdza się to samo. Nie chcesz jeść pszenicy? Ok. Nie uznajesz glutenu? Nie ma sprawy. Twoim zdaniem tylko weganizm i nic więcej? Masz do tego prawo. Ale ja mam prawo mieć skrajnie inne zdanie. I błagam szanujmy siebie nawzajem.

Cheatmeal to nie tragedia

Innym przejawem takiego zachowania jest wręcz wyliczanie sobie nawzajem „małych grzeszków” – „Jesz czekoladę?! Przecież promujesz zdrowy tryb życia!”, „Serio, pizza?! A bloga masz wypełnionego przepisami w wersji fit?!”. Przede wszystkim nie uważam, że kawałek czekolady czy fast food od czasu do czasu to zbrodnia.

A mam wrażenie, że część porównuje powyższe co najmniej do brutalnego morderstwa małego kotka. Moim zdaniem takie małe dogadzanie sobie jest wręcz czymś pożądanym. Nie mam dzięki temu w swojej diecie czegoś co jest zakazanym owocem i niepotrzebnie mnie kusi. Zjem coś niezdrowego. Trudno. Najwyżej jutro pójdę na rower lub dłużej poćwiczę. Świat się nie zawali. A ja mam szansę zachować równowagę.

***

Czekam na Wasze komentarze 🙂 Może macie jakieś swoje rady albo tzw. złote środki aby nie stracić motywacji do ćwiczeń i diety? I co więcej nie oszaleć w nadmiarze informacji na ten temat? Mogłam zapomnieć o czymś super ważnym ale mam nadzieję wybaczycie 🙂

Jeśli ktokolwiek z Was pragnie się z nami skontaktować, zapraszam do zakładki KONTAKT. Pamiętajcie też, że bez trudu znajdziecie nas na portalach społecznościowych –  Facebook’u, Instagramie (konto moje, konto Kasi), Twitter, Bloglovin’, Pineterest, Fashionlista i Tumblr.

Karolina

Założycielka bloga zielonakaruzela.pl słynna ze słomianego zapału i odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Miłośniczka klasyki i nieśmiertelnego duetu bieli z czernią. Miłośniczka podróży i kotów (idealne zadatki na starą pannę). Chorobliwa pedantka, nerwus i „człowiek lista”. Uwielbia jazdę na rowerze, czasami udaje, że biega a ostatnio odkrywa możliwości trx. Właścicielka suchej, atopowej skóry i burzy blond włosów. Jej figura to jabłko a jej odwieczną piętą achillesową jest brzuch, z którym walczy od lat. Jest w stanie zjeść żuka ale twardo twierdzi, że fasola nie nadaje się do jedzenia. Jest samozwańczą mistrzynią pakowania walizki.

Założycielka bloga zielonakaruzela.pl słynna ze słomianego zapału i odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Miłośniczka klasyki i nieśmiertelnego duetu bieli z czernią. Miłośniczka podróży i kotów (idealne zadatki na starą pannę). Chorobliwa pedantka, nerwus i „człowiek lista”. Uwielbia jazdę na rowerze, czasami udaje, że biega a ostatnio odkrywa możliwości trx. Właścicielka suchej, atopowej skóry i burzy blond włosów. Jej figura to jabłko a jej odwieczną piętą achillesową jest brzuch, z którym walczy od lat. Jest w stanie zjeść żuka ale twardo twierdzi, że fasola nie nadaje się do jedzenia. Jest samozwańczą mistrzynią pakowania walizki.

Koniecznie zajrzyj też tutaj

  • Sylwek

    Kasiu super wpis 😉 zgadzam się z nim w 100 %. I też zamierzam niebawem wprowadzić metodę małych kroczkow, te wielkie niestety były u mnie zawsze droga do nikad.

    • Miałyśmy małe problemy techniczne i nastąpiła pomyłka 😛 wpis jest Karoliny 😉 w każdym razie, o metodzie małych kroczków również wspominałam nie raz, i jest to bardzo dobra metoda 🙂

    • Przy wielkich niestety bardzo łatwo o potknięcia i zniechęcenie, dlatego warto uzbroić się w cierpliwość 🙂

  • Iwona

    Ja niestety mam ten problem, że zjem kawałek ciasta i od razu rzucam diete po czym zaczynam jeść niezdrowo 🙁 masz bardzo fajne podejście

    • Nie można się od razu poddawać! Jeden grzeszek raz na jakiś czas jeszcze nikomu krzywdy nie zrobił 🙂

    • Trzymamy zatem kciuki by następnym razem było lepiej!

  • Renia

    Ja mam wielki plany w tym miesiącu zabrać się za siebie i skończyć z wymówkami. Dziękuję za motywacje!!!

    • Super! Ja również od takiego postanowienia zaczęłam swoją przygodę z trochę zdrowszym trybem życia 😉

    • Trzymamy kciuki i daj znać jak Ci poszło! 🙂

  • Marzena

    Ja zwykle boję się aż zaglądać w komentarze pod wszelkimi takimi wpisami bo zawsze znajdzie sie kilka guru fitnesu które wszystko wiedzą najlepiej i od razu wytykają wszelkie potknięcia. Masz bardzo podobne do mojego podjescie 🙂

    • Dziękuję serdecznie, co do komentarzy- my akurat mamy olbrzymie szczęście do czytelników ale faktycznie jest takie przykre zjawisko.

    • Masz rację 😉 u nas na szczęście nie ma ekspertów w komentarzach 😉 ale do własnego zdania zachęcamy!

  • Iza Wiśniewska

    Ja polecam jak we wszystkim rozsądek, bo wiele dziewczyn od razu przechodzi na jakies drastyczne i męczące diety. Powoli i skutecznie do celu i będą efekty!

    • Bardzo mądre słowa 🙂

    • To jest najgorsze co można zrobić – zacząć od drastycznej diety. Także masz rację, umiar, cierpliwość i rozsądek to klucze do sukcesu!

  • Zgadzam się z postem, normalnie nie mogę patrzeć na te wszystkie „fit” dziewczyny, które od jakiegos czasu tylko wrzucają na instagrama zdjęcia z siłowni i screeny z endomondo, bo to takie modne! Grunt to zdrowy rozsądek i trochę krytycznego spojrzenia, a nie ślepe podążanie za modą, nie ważne, jak bardzo ta moda jest zdrowa.

    • Niestety umiar nie u wszystkich jest cnotą 🙂

    • Ja jestem zapaloną przeciwniczką robienia czegoś na pokaz. Jeśli nie robisz czegoś dla siebie to jaki w tym sens. Ja ani nie zarażam znajomych swoim stylem życia, ani nikogo nie namawiam na fit desery 😉 niech każdy żyje tak jak mu się podoba 😀

  • Zgadzam się z Wami w 100%
    Od pewnego czasu bawi mnie określenie zdrowa dieta. Dla mnie jeśli chce się zdrowo odżywiać to określenie „dieta” nie idzie w parze tylko „styl odżywiania”. A dodatkowo to co dla jednego zdrowe dla drugiego nie. A chyba najbardziej śmieszy mnie gdy ktoś właśnie powie jesz zapiekankę, tobie nie wolno sera. Nie wolno, ale świat się nie zawali a moje zdrowie nie ucierpi jak raz na miesiąc zjem odrobinę sera. Wolę raz na jakiś czas złamać swoje zasady niż myśleć całymi dniami o kawałeczku mozzarelli.
    Pozdrawiam 🙂

    • Cała tajemnica tkwi w zdrowym rozsądku i ciągle to powtarzamy 🙂

    • Ja osobiście jestem przeciwniczką takich zakazów bo zakazany owoc jeszcze bardziej mnie kusi 🙂

  • trafione w 10 ! 😉 o motywacji pisałam nie raz, trzeba ją odpowiednio dożywiać aby nie wygasła na wieki ! 😉

  • Nic dodać, nic ująć. Teraz jest moda na fit, za jakiś czas będzie na coś innego. Wiadomo też, tak jak pisałyście, że każdy z nas ma inne predyspozycje, czas i zasoby pieniężne, więc nie wszyscy możemy robić i jeść to samo.

    • Zawsze powtarzamy, zdrowy rozsądek to podstawa w każdej dziedzinie życia 🙂 i nie ma co wariować 🙂

    • To prawda! Umiar i własny rozum sa niezbędne 🙂 Nie wolno popadać ze skrajności w skrajność 🙂

  • Oj tak 🙂 We wszystkim jest potrzebny zdrowy rozsądek 🙂 Po ciąży z pewnością wrócę do Twych rad 🙂