Fit Bounty, nie tylko na Sylwestra


Słodyczoholizm to straszna przypadłość, ale byłam w stanie sama się zdiagnozować. Na nieszczęście musiałam z tego uzależnienia zrezygnować…jednak po dłuższej chwili stwierdzam, że na szczęście właśnie. Życie bez tony cukru w organizmie zakrawa o nową jakość. Smaki czuję zupełnie inaczej, a banan jest super słodkim produktem. I nie ukrywam, że są też plusy, bardzo widoczne na pierwszy rzut oka zresztą. Na co dzień radzę sobie świetnie, owoce jem do południa, czasami w ramach zachciewajki zjem orzechy. Niestety mamy okres świąteczno – noworoczny. I stwierdziłam, że mi też się coś od życia należy!

Kokos i Sylwester

Na początku zaznaczę tylko, że pewnie dałabym radę przeżyć Sylwestra bez fit słodkości…gdybym spędzała go sama z mężem. Natomiast nie zniosę kolejnych „od kawałeczka nic Ci się nie stanie”, „chyba przesadzasz” czy „to komu ja to wszystko robiłam”. A więc, uzbrajam się zawczasu.

Uwielbiam wszystko, co kokosowe, a więc wybór był bardzo prosty, tym bardziej, że szanowny małżonek przepada za sklepową wersją. Robię Bounty! W internecie jest mnóstwo przepisów, więc możecie się inspirować do woli.

Teraz będę już mogła spokojnie pałaszować słodycze w czasie „wolnego”, oczywiście bez przesady, nie narażając się przy tym na krzywe spojrzenia i złote rady 😉

Fit Bounty – składniki

Do przygotowania fit Bounty będziecie potrzebowali:

  • 150 g wiórek kokosowych
  • 20 g ksylitolu (zmielonego na puder)
  • 25 g oleju kokosowego płynnego
  • puszkę mleka kokosowego (400 ml)
  • 150 g gorzkiej czekolady (u mnie 85 %)
  • łyżka oleju kokosowego

Fit Bounty – przygotowanie

Pracę należy rozpocząć od włożenia mleka koksowego do lodówki – u mnie stało chyba 3 dni (!), ale myślę, że doba wystarczy. Następnie, wykładamy do miski tylko gęstą część mleka kokosowego – wodę na dnie zostawiamy!

Do mleka dodajemy ksylitol i olej kokosowy, na koniec dodajemy wiórki. Mieszamy wszystko i z powstałej masy formujemy batoniki (u mnie w kształcie łódeczek). Układamy na tacy wyłożonej pergaminem (lub papierem do pieczenia) i wystawiamy na balkon (skoro mamy piękne warunki do mrożenia) lub do zamrażarki na ok. 30 minut.

Następnie zabieramy się za polewę – czekoladę z dodatkiem łyżki oleju kokosowego rozpuszczamy w kąpieli wodnej i odstawiamy do ostygnięcia. Batoniki polewamy czekoladą – miejscie na uwadze, że zastygnie bardzo szybko.

Ja na początku polałam jedną stronę batoników i wystawiłam do zastygnięcia na balkon, a następnie odwróciłam i polałam drugą stronę.

Tak przygotowane batoniki trzymamy na balkonie lub w lodówce – wedle uznania. Czekolada dość szybko topi się w rękach…ale z drugiej strony, po co tyle czasu trzymać batonik w ręku 😉

***

Więcej przepisów znajdziecie w zakładce Food i Get fit and healthy choices. Jak Wam się podoba dzisiejszy deser? Lubicie Bounty? Jeżeli jeszcze nie próbowaliście gorąco Was do tego zachęcam 🙂 

Jeśli ktokolwiek z Was pragnie się z nami skontaktować, zapraszam do zakładki KONTAKT. Pamiętajcie też, że bez trudu znajdziecie nas na portalach społecznościowych – Facebook’u, Instagramie (konto I, konto II), Twitter,Bloglovin’, Pineterest, Fashionlista i Tumblr.

Kasia

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Koniecznie zajrzyj też tutaj