Co i jak – malowanie wnętrza


Odkąd pamiętam, zawsze byłam typową „Zosią samosią”- sama chciałam robić wszystko. I wiedziałam, że sama zrobię to najlepiej 😉 W tym miejscu chciałabym podziękować również moim rodzicom, którzy nie wychowywali mnie pod ochronnym parasolem ale zawsze zachęcali do pomocy w tym, co akurat robili, poczynając od prac w ogrodzie a kończąc na malowaniu ścian czy wymianie uszczelek. A ja miałam niesamowitą frajdę! Dzięki temu dorosłe życie nie okazało się aż tak straszne – umiem wbić gwóźdź czy zmienić koło w samochodzie (nie tykam się jedynie prądu). I sama też przemalowuję swoje mieszkanie w zależności od humoru i kiedy tylko mam na to ochotę, bez nadmiernego obciążenia finansowego. Jeżeli jesteście zainteresowani jak wygląda taki proceder w moim wykonaniu – zapraszam serdecznie!

Na wstępie zaznaczę, że żaden ze mnie fachowiec a zwyczajna babka, której często się nudzi. Zapewne profesjonalni malarze będą łapać się za głowę ale na moje potrzeby zupełnie to wystarcza. Wydaje mi się jednak, że malowanie ścian jest czynnością stosunkowo prostą i każdy kto ma choć podstawowe zdolności manualne jest w stanie zrobić to sam…no chyba, że nie ma na to ani czasu ani ochoty. Ja akurat uwielbiam to robić a zaoszczędzone pieniądze wolę wydać na nową torebkę.

Faza pierwsza – do biegu gotowi…

Najczęściej bywa tak, że siedzę sobie na kanapie i zaczynam myśleć. Mija 5 minut i już wiem, że ta ściana jest jednak za ciemna (chociaż była taka od 3 lat). I tu następuje decyzja – przemalowuję. Pierwszym krokiem jest oczywiście wybór farby. Na rynku mamy obecnie ogromny wybór rodzajów farb m.in. ceramiczne, satynowe czy lateksowe. Ja osobiście ukochałam te ostatnie i od dawna używam lateksowych. Dość dobrze wytrzymują zmywanie wszelkich brudów i dają matowe wykończenie. Według mnie bardzo dobrze pokrywają powierzchnię malowaną i nie zostawiają żadnych smug, ewentualnie prześwity, których jednak nie unikniemy po 1-razowym malowaniu. Na tą chwilę jestem z farby lateksowej zadowolona.

Faza druga – idziemy na zakupy

Drugi krok to zakup potrzebnych akcesoriów. Na pewno będą Wam potrzebne folia malarska (doskonale nadaje się do przykrycia mebli), wałek malarski duży i mały z rączką, pędzel – mniejszy i większy, kuweta malarska oraz taśma malarska. Polecam również dobry strój roboczy, w tym rękawiczki, i uśmiech na twarzy!

Folię możecie kupić najtańszą, nie ma to żadnego znaczenia. Ja natomiast nie oszczędzam na dobrej jakości wałku i taśmie malarskiej, które to mogą znacząco ułatwić nam pracę. Taśma malarska za przysłowiowe 2 zł jeszcze się nigdy u mnie nie sprawdziła i zawsze farba dostawała się pod taśmę. Na swoją wydaję ok. 20 zł i wiem, że ta doskonale zabezpieczy wszelkie kanty czy prostopadłą ścianę w innym kolorze i sufit. Natomiast tą tańszą taśmą zaklejam np. framugi czy listwy przypodłogowe, chociaż teraz zaopatrzyłam swoje mieszkanie w zdejmowane listwy i nie mam już z tym problemu.

Co do wałka, odradzam te najtańsze. Ja używam wałków materiałowych, a dokładnie jest to poliamid tkany. Nie wiem, czy jest to najlepszy wybór, ale u mnie się sprawdza. Pamiętajcie również, że do różnych powierzchni i używanych farb czy lakierów potrzebujemy przeważnie innych narzędzi, z różnych materiałów 🙂

InstagramCapture_0fcf1263-27a7-46e3-a1d9-f6ef9366cf16

Faza trzecia – przygotowanie pomieszczenia

Na początku pracy należy zabezpieczyć meble i wszelkie powierzchnie, które mogą się pobrudzić. Ja odsuwam meble na środek pokoju i zakrywam je folią malarską. Podłogę przykrywam zaś starymi ręcznikami i poszewkami, które już przeznaczyłam do tego celu. Niektórzy używają też folii, na której końcu znajdziecie taśmę, którą to przyklejacie do podłogi bądź listwy znajdującej się pod malowaną powierzchnią. Ja zwykle tego unikam ponieważ za każdym razem folia mi się zataczała lub odrywała taśma przytrzymująca. Może nie trafiłam jeszcze na dobrą folię 😉 Ściany sąsiadujące (jeśli są w innym kolorze) ze ścianą malowaną zabezpieczam taśmą malarską i przystępuję do malowania.

Faza czwarta – malowanie

Na początku mieszam farbę, nalewam odrobinę do kuwety i dobrze namaczam wałek w farbie. Kuwetę możecie włożyć np. do reklamówki i takim sposobem nigdy nie ubrudzicie jej farbą <life hack>. Potem jest już z górki. Do malowania kantów, mniejszych powierzchni czy też do bardziej precyzyjnej pracy używam pędzelków i mniejszego wałka. Zapomniałabym jeszcze o jednym! Teleskop do wałka 🙂 Doskonała sprawa i dzięki niemu nie zmęczycie się tak bardzo podczas malowania. A już na pewno jest niezastąpiony przy malowaniu sufitów i większych powierzchni. Najsprawniej odbywa się oczywiście malowanie całego pomieszczenia na 1 kolor (ściany + sufit), wtedy nie potrzebujemy taśmy malarskiej a jedynie zabezpieczamy podłogę i meble przed ubrudzeniem.

Przeważnie trzeba malowaną powierzchnię pokryć farbą dwa razy aby uzyskać satysfakcjonujący efekt. Ostatnio przemalowywałam fioletową ścianę na biało i niestety potrzebowałam 3 warstw. Wbrew pozorom nie trwa to długo i nie jest bardzo męczące. W tym dniu możecie odpuścić sobie trening a w czasie schnięcia możecie zrobić coś innego, np. ugotować obiad. A satysfakcja z efektu końcowego gwarantowana 😀

Więcej wpisów z kategorii wnętrza bez problemu znajdziecie w zakładce Home and decor. Ostatnie wpisy w tym zakresie znajdziecie m.in. tutaj, tutaj oraz tutajMam nadzieję, że dzisiejszy post przypadł Wam do gustu. Czekamy na Wasze komentarze i ewentualne pytania. Czy Wy też lubicie samodzielnie zajmować się swoim mieszkaniem/domem? Koniecznie dajcie nam znać w komentarzach!

Jeśli ktokolwiek z Was pragnie się ze mną skontaktować, zapraszam do zakładki KONTAKT. Pamiętajcie też, że bez trudu znajdziecie nas na portalach społecznościowych –  Facebook’u, Instagramie, Twitter, Bloglovin’, Pineterest, Fashionlista i Tumblr.

Kasia

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Koniecznie zajrzyj też tutaj