Co nas nie zabije to nas wzmocni


Nasi Drodzy Czytelnicy, koniec żartów. Wkraczamy dziś w najstraszniejszą sferę mojego i Karoliny życia. Sądzę, że nie jest z nami jeszcze aż tak bardzo źle, ponieważ funkcjonujemy w miarę normalnie i bez dymiącej głowy, przez większość czasu. Natomiast są chwile, kiedy jesteśmy doprowadzone do granic naszej wytrzymałości, a od wielkiego wybuchu dzielą nas milimetry, ewentualnie sekundy. Co jest w stanie kompletnie wytrącić nas z równowagi? Dźwięki, moi drodzy. I to nie byle jakie dźwięki, jak jadące auto, śpiew ptaka czy pisanie na klawiaturze. Mamy własny repertuar dźwięków, które powodują swędzenie czaszki od środka. Dlaczego tak się dzieje? I co to w ogóle jest ta mizofonia?

Człowiek istota społeczna

Od tego się wszystko zaczyna, człowiek funkcjonuje wśród innych ludzi. Inaczej się nie da, no chyba że wybieramy życie pustelnika w chatce pośrodku niczego. Tak czy siak, ludzi spotykamy wszędzie, w autobusie, na uczelni, w pracy. Każdy jest inny, każdy ma swoje zawirowania i odchyły.

I każdy wydaje dźwięki, całkiem naturalne. Każdy je, każdy miewa katar, każdego coś czasem zaswędzi i każdy z nas ma swoje nerwowe zachowania, których efektem są dźwięki przeróżne. Ostatnio wiele czasu spędzamy razem pracując. Wokół spotykamy różnych ludzi, również tych których nie znamy. I stwierdziłyśmy, że chyba coś jest na rzeczy – zaryzykuję stwierdzenie, że może być z nami coś nie tak.

Dźwięki

Doskwiera nam nadwrażliwość na dźwięki, oczywiście nie wszystkie. Mam na myśli dźwięki specyficzne, a wręcz naturalne. Siedzimy sobie spokojnie przy laptopach, cicho, przyjemnie, skupienie poziom hard…kiedy nagle wchodzi dziewczę, również skupione, pracuje, czyta, ale ciąga nosem w nieskończoność!

NIE DO ZNIESIENIA! Pomijam już, że u mnie wywołuje to odruch wymiotny, po prostu nie jestem w stanie tego słuchać i zawsze zaproponuję chusteczkę. Niemożność słuchania wciąganego kataru przerasta moje możliwości.

Mizofonia

To ma nawet swoją nazwę. Mizofonia (z gr. misos – nienawiść, phone – dźwięk) to wręcz nienawiść do pewnych dźwięków. Ja mam swoich trzech ulubieńców – ciąganie nosem, siorbanie, ciamkanie i głośne przełykanie (a nawet czterech ;)).

Zazwyczaj wychodzę z pomieszczenia, w którym pojawiają się te właśnie dźwięki. Mój małżonek ma nastomiast nadwrażliwość na dźwięk skubania skórek przy paznokciach, moja mama na drapanie po ubraniu, a moja koleżanka na…dźwięk uderzanych o siebie paznokci. Jak więc widzicie, repertuar jest dość pokaźny, do wyboru, do koloru.

Czy to już problem?

Ludzie dotknięci mizofonią reagują na denerwujące dźwięki złością, lękiem, nieopanowanym stresem czy nawet chęcią ucieczki. Mam wrażenie, że w Polsce jeszcze za mało się o tym mówi, bardzo często nazywa się takie osoby wariatami. Takie osoby bardzo często izolują się od społeczeństwa, czują się nierozumiane, nie potrafią sobie poradzić z reakcją na dany dźwięk.

Nie ma obecnie żadnego leku, który pozwoliłby wyleczyć to schorzenie, bardzo ważna jest jednak prawidłowa diagnoza. Najpopularniejszą metodą leczenia jest psychoterapia poznawczo-behawioralna. Jeżeli więc pewne dźwięki nie dają Wam żyć spokojnie – poszukajcie pomocy, nie bójcie się, ani nie wstydźcie.

***

Zaznaczam, że nie jesteśmy żadnymi specjalistkami ani lekarzami. Jeżeli zatem ktoś z Was ma więcej informacji na temat mizofonii niech się z nami podzieli. Lubimy zgłębiać tematy ciekawe i interesujące 🙂 Sądzę, że problem istnieje i jest dość spory, zaczęłam zauważać w swoim otoczeniu wiele osób, które mają jakiś problem z konkretnym dźwiękiem. A jak jest z Wami? Macie takie dźwięki, których nie możecie absolutnie znieść?

Jeśli ktokolwiek z Was pragnie się z nami skontaktować, zapraszam do zakładki KONTAKT. Pamiętajcie też, że bez trudu znajdziecie nas na portalach społecznościowych – Facebook’u, Instagramie (konto Karoliny, konto Kasi),Twitter,Bloglovin’, Pineterest,Fashionlista i Tumblr.

images via pexels.com

Kasia

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Koniecznie zajrzyj też tutaj

  • O tak, mnie też wkurza siorbanie, mlaskanie, wciąganie smarków itp. Staram się udawać, że mnie to nie obchodzi, ale szlag czasami trafia 😉

    • Ja mam z tym niestety straszny problem

    • Nie chciałam być aż tak dosłowna, ale właśnie – wciąganie smarków! Ohyda w najczystszej postaci 😉

    • Mnie to też najbardziej wqrwia 😀

  • Guesswhatpl

    My też mamy kilka takich dźwięków – pisk piszącego pisaka na tablicy, albo ostra kreda – coś okropnego 😉

  • Nie znoszę pociągania nosem! Są przecież chusteczki higieniczne – kosztują grosze, nie trzeba męczyć siebie i ludzi wokół. wywołuje to u mnie rozdrażnienie i potrafię zaproponować chusteczkę obcej osobie w pociągu 🙂

  • Ciekawy temat. Rzadko podejmowany na blogach. Sam osobiście nie mam problemu z żadnym dźwiękiem, bo jeśli regularnie praktykuje się medytacje i kilka innych technik, to dźwięk, jak i wszystko inne jest tylko „przechodniem”, pojawia się, trwa i znika – anicca 🙂

    • Chyba najlepsze możliwe określenie problemu – trwa i zanika. Czy nauczenie się takiego traktowania dźwięku nie trwałoby bardzo długo? Medytacja brzmi jak wybawienie w tym przypadku 🙂

    • Muszę chyba spróbować bo mam z tym duzy problem 🙂

  • nieprzyzwoitka

    Ja mam mizofoinię. Albo tak mi się wydaje, bo ludzie dookoła mnie uważaja mnie za nadwrażliwca 😉 Irytuje mnie nie tylko pociąganie nosem, ale wszelkie mlaski, odgłosy zza ściany, chrupanie, szelest papierków i głośne radio. Najgorsza w tym wszystkim jest bezradność, bo przecież nie mogę zwracać ludziom uwagi, żeby tego nie robili… bo z jakiej racji? Serio, to jest problem. I tak, staram sie izolować, staram się wrzucać na luz, ale ileż można? Żyje w społeczeństwie, ludzie zawsze mnie otaczali, otaczaja i będa otaczać. Naprawdę chciałabym znaleźć remedium bo to naprawdę obniża standard życia i bardzo stresuje. A z drugiej strony odkryłam ASMR i zauważyłam, że są dźwięki, które mnie relaksują. Dziwna ta przypadłość 🙂

    • Rozumiem Cię doskonale. A ASMR uwielbiam, mało co mnie tak relaksuje 😉 Codziennie wieczorem oglądam minimum jeden filmik. Kto jest Twoim ulubionym twórcą w tym zakresie? Pytam bo ciągle poszukuje nowych 🙂

      • nieprzyzwoitka

        Cieszę się, że nie jestem sama:) Może nie będę oryginalna, ale ASMR Darling działa na mnie świetnie. Ale również poszukuję nowych więc chętnie zasugeruję sie Twoimi poleceniami. Sama zaczęłam tworzyć ASMR i to śmieszne, ale mój własny głos też na mnie działa – czy to jest jakaś forma narcyzmu? 😉

        • A masz może kanał na you tube? Bo z przyjemnością posłucham 🙂 Sama polecam Ci – Gentle Whispering ASMR, ASMR Blue, WhispersRed ASMR, Olivia’s Kissper ASMR, Fairy Char ASMR i ASMRrequests. Jak widać jestem uzależniona 🙂

          • nieprzyzwoitka

            o wow! to naprawdę sporo:))) posłucham ich z przyjemnością. Mój kanał jest hmm w trakcie tworzenia 😉 na razie wrzuciłam podcasty na swojego bloga, jako próbka. Jak się przyjmie, to wejdę na YT 🙂

          • To trzymam kciuki – jak coś jedną obserwującą masz już na 100% 🙂

          • nieprzyzwoitka

            Ty również masz :)))

    • Stiwredzam zatem, że my mamy lżejszą odmianę mizofonii. Natomiast wyobrażam sobie, jak ciężko musi Ci być i współczuję. Właśnie o to chodzi, nie powiesz człowiekowi, żeby przestał jeść. Może to się wydać nienormalne, ale jak widać problem jest i to duży. Nie wstydźmy się o tym mówić i szukajmy pomocy.
      P.S. co do uspokajaczy, piszę całkiem poważnie. Ja bardzo lubię oglądać jak Bob Ross maluje obrazy. Na youtube jest mnóstwo jego filmików, facet ma tak kojący głos, że to aż nienormalne. Ale może to działa tylko na mnie 😉

  • Doris EM

    Bardzo dobry tekst, porusza bardzo ważne zjawisko! Tak mi się jakoś wydaje że to będzie kij w mrowisko i pociągnie wiele innych tematów ! Dziękuję <3

    • Ależ prosze bardzo kochana! Musze przyznać, ze komentarze nas bardzo pocieszają bo dotychczas myślałyśmy, że jesteśmy w tym odosobnione 🙂

    • Wydaje mi się, że warto mówić o takich sprawach. Mam wrażenie, że jest dużo osób, które mają taki problem, ale będą odbierane jako „nienormalne”, bo jak np. może przeszkadzać odgłos przełykania. Do jasnej anielki, może. Wydaje mi się, że łeb mi wybuchnie jak to słyszę i mam ochotę rzucić się na taką osobę głośno przełykającą! Jak żyć 🙂

  • Rozumiem Cię doskonale 🙁

  • Super że poruszacie ten temat, bo jest wiele osób, które nawet boją się przyznawać do tego, że jakieś ‚standardowe’ dźwięki im przeszkadzają. Ja osobiscie nie przepadam za osobami, które naruszają głosowo i dżwiękowo ogólny spokoj pomieszczenia, pomimo faktu, że są tam inni ludzie – na przykład głośne rozmowy przez komórkę w miejscach publicznych. Z drugiej strony, w przypadku mindfulness – praktyki uważności dźwięki, które dobiegają nas w trakcie medytacji można potraktować jako wsparcie naszej uważności zamiast pozwalać się jak zwykle rozpraszać. W pracy z taką praktyką jest oczywiście nieco trudniej 😉

    • Bardzo nas takie komentarze pocieszają bo same myślałyśmy, ze jestesmy dziwolągami. Serio. Muszę się koniecznie zainteresować tematyką medytacji bo coraz częściej o tym słyszę 🙂

    • Ja doszłam do wniosku, że też mam z tym problem – kiedy ludzie zaczynają głośno rozmawiać przez telefon np. w przedziale pociagu albo rozmawiają np. w czytelni 🙂

  • Agnieszka Wilk

    Zastanawiam się i zastanawiam, ale raczej na żaden dźwięk nie mam „uczulenia”. Prędzej na dotyk – ciarki mnie przechodzą na samą myśl, że miałabym przejechać opuszkami palców po tablicy umazanej kredą (o ironio – jestem nauczycielką). Czy coś takiego ma także swoją nazwę?

    • Tak – określana jest jako hafefobia (znana także jako afefobia, hafofobia, hapnofobia, haptefobia, haptofobia oraz tiksofobia.)Ja np. nie znoszę dotyku waty i podobnie jak Ty kredy 🙂

    • O, znam kogoś kto ma uczulenie na dotyk w ogóle 😉

  • oj, ja tak mam 😀 cały esej mogłabym tu na ten temat napisać, ale oszczędzę Wam tego 😉 wiedziałam, że to ma swoją medyczną nazwę, dzięki Wam już wiem jaką. No więc chyba muszę się do tego przyznać, jestem mizo…fobem?? 😀

    • Nawet nie wiesz jak cieszy nas informacja, że nie jesteśmy same. Wirtualna „mizofońska” piąteczka! 🙂

    • Albo…mizofoniczką? 😉 Ma nazwę, problem nie jest wymyślony, zdecydowanie 🙂

  • Nie miałem pojęcia, że istnieje coś takiego jak mizofonia. Niemniej gdybym się zastanowił też pewnie potrafił bym znaleźć kilka dźwięków/odgłosów, których nie znoszę.

    • Też bardzo długo nie zdawałam sobie sprawę, że coś co wydawało się moim „wydziwianiem” i mikro szaleństwem ma nawet naukową nazwę 🙂

    • Ja też nie miałam o tym pojęcia, ale zaczęłam szukać i znalazłam. Problem istnieje 🙂

  • Daria Sanetra

    A ja ucze sie akceptowac dzwieki, zapachy i nie pozwalam im kontrolowac mojego zycia. Czasami bywa, ze unikam, ale jak sie nie da to sie nie da. Wszystko przemija. Pozdrawiam, Daria xxx

    • Ja też się bardzo staram ale na razie mam w tym zakresie dośc nikłe osiągnięcia 🙂

    • Zazdroszczę! Może u nas jeszcze nie kontrolują one życia, ale są bardzo denerwujące 🙂

  • Mam to samo. Nienawidzę tych odglosow. Irytuja mnie niesamowicie i nie umiem nic z tym zrobic 🙁

    • Może to zabrzmi drastycznie, ale mam ochotę tego kogoś po prostu walnąć, zaciskam zęby jak nienormalna, po prostu nie mogę się opanować. Jedyne wyjście – wyjść 😀

    • Przybijam wirtualną piąteczkę! Witaj w klubie 🙂

  • Chrupki też mnie irytują 🙂

  • Rzeczywiście mało się mówi…bo właściwie nic nie wiedziałam na ten temat..

    • Kilka dni po opublikowaniu Karolina napisała mi „patrz, ale się wstrzeliłaś z tematem, nawet Times o tym pisze” 😉 Więc, chyba będzie lepiej 🙂

  • Chrupki, ciekawe 🙂

  • Nie słyszałam wcześniej o tym, a sama nienawidzę dźwięku strzelania palcami… Rany boskie czuje się jakby komuś te palce łąmali.

  • Mój brat przyrodni tak ma, przez co nie je z babcią przy jednym stole. Babci jest bardzo przykro i w kółko płacze. Według mnie to trochę wymysł i nadwrażliwość. Są dźwięki nieprzyjemne dla ucha – zgadzam się, których można nie lubić, ale są pewne granice.

    • Też przez lata miałam takie podejście, ale ostatnio na ten temat przeczytałam kilka artykułów w poważnych wydawnictwach, które dość jasno wskazują: u części z nas to nie wymysł a prawdziwy dyskomfort psychiczny. Jasne jest oczywiście, że część może wyolbrzymiać ten problem.

    • Niekoniecznie musi to być wymysł ale nadwrażliwość na dźwięk jak najbardziej. Wszelkie odgłosy związane z jedzeniem rysują mi mózg od środka, często zaciskam zęby ale częściej się usuwam. Nie wiem dlaczego mam trwać w czymś co mnie okrutnie irytuje i denerwuje. Więc doskonale rozumiem brata.

  • Marlena

    Pierwszy raz „słyszę” ten termin. Nienawidzę odgłosu drapania się- uporczywego, ciągania nosem, tykania zegara, ostrzenia noża o kamień, oraz przerywnika „yyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy” w czyichś wypowiedziach 😀