Bioderma Photoderm NUDE Touch SPF 50+ – moja opinia


Rok 2017 śmiało mogę określić przełomowym w swoim życiu. Po pierwsze, za niecałe 3 miesiące kończę 30 lat. Po drugie, kończę etap swojej edukacji na wyższym poziomie wtajemniczenia. Po trzecie, zapowiadają się w moim życiu zmiany tak wielkie, których nawet jeszcze za bardzo nie ogarniam swoim umysłem 🙂 W związku z powyższym zaczęły się w mej głowie rozmyślania odnośnie mojego wyglądu, a raczej przyszłości. W tym roku, po raz pierwszy w życiu postanowiłam zadbać o twarz od podstaw, czyli nie traktować jej promieniami słonecznymi w nasileniu takim, jak to miało miejsce przez te 30 lat. Zaczęłam więc poszukiwania najlepszego rozwiązania dla siebie. I takim sposobem trafiłam na Bioderma 🙂

Ja i słońce

Musicie wiedzieć, że do tej pory podchodziłam do pielęgnacji twarzy „po macoszemu”. Niestety, moja cera to cera mieszana/tłusta. Kto ma, ten wie, jak ciężko opanować taką twarz. Wieczne, absolutnie wieczne świecenie. Poprawianie makijażu co chwilę. Kremy matujące, które robią więcej szkody, niż pożytku. Latem natomiast chętnie opalałam twarz, wyglądała jakoś zdrowiej.

W tym roku jednak wszystko się zmieniło (ach ta 30) i chciałam zainwestować w dobry filtr, najlepiej 50+. Przeczesywałam internet w poszukiwaniu środka idealnego dla mojej cery, aż ostatecznie trafiłam na promocję w aptece za rogiem. A wiadomo, że nic nie działa bardziej na kobietę, niż hasło „zapłacisz mniej” 😉

Bioderma Photoderm NUDE Touch SPF 50+

Eureka – znalazłam produkt idealny! Filtr i fluid w jednym, czyli to co tygryski lubią najbardziej. Producent na swojej stronie internetowej określa ten produkt jako ochronny podkład mineralny z efektem nude. Dostępne są 3 wersje kolorystyczne: bardzo jasny/naturalny, jasny i ciemny.

„Kombinacja filtrów mineralnych UVA/UVB oraz patentu Cellular Bioprotection™ chroni skórę przed promieniowaniem UV natychmiastowo i na długi czas .
Patent Cellular Bioprotection™ chroni biologiczne struktury i stymuluje naturalne mechanizmy obronne skóry, przeciwdziała starzeniu się skóry.

Formuła złożona w 100% z filtrów mineralnych.”

Brzmi zachęcająco! Filtry mineralne, a na czas upałów i letniego skwaru nie potrzebuję ciężkiego fluidu. Zachęcona promocyjną ceną kupiłam ten produkt – cena regularna to ok. 60 zł, ja zapłaciłam 42 zł i dodatkowo dostałam mini wersję płynu micelarnego.

Właściwości i działanie

Pani w aptece zapewniła mnie, że jest to produkt idealny dla mojej cery. Dlaczego? Otoż, jest przeznaczony do cery tłustej i mieszanej, z tendencją do błyszczenia (cała ja). Po aplikacji produktu na twarzy pojawi sie lekkie, pudrowe wykończenie – kontrola błyszczenia przez 8 godzin!

Ponadto, składniki nawilżające wnikają w skórę, regulując błyszczenie, czego efektem jest matowe wykończenie. Ogólnie więc, produkt powinien zapewnić matujący efekt, jednak na mojej twarzy nic takiego się nie zadziało. Trochę szkoda, zwłaszcza że producent posługuje się zwrotem „natychmiastowy efekt zmatowienia skóry„.

Co więcej, podkład przeciwdziała powstawaniu niedoskonałościom skóry i je redukuje w ciągu 21 dni. Ja niestety nie mogę się w tej kwestii wypowiedzieć, ponieważ zakupiłam ten produkt głównie z myślą, że będzie to moja podróżna wersja, czyli na sytuacje gdzie wygodniejsze będzie użycie produktu 2 w 1 w warunkach pozadomowych. Nie używałam go więc codziennie…i może to mój błąd 🙂

Konsystencja i wydajność

Filtro – podkład mineralny ma bardzo rzadką, wręcz lejącą się konsystencję. Porównałabym go do suchego olejku. Przed użyciem należy go dobrze wstrząsnąć. Plusem jest to, że taka konsystencja pozwala na doskonałe rozprowadzenie produktu na twarzy, bez zacieków i plam.

Sam produkt jest jednak bardzo oleisty i to uczucie nie zniknęło po rozprowadzeniu na twarzy. Ciągle miałam uczucie niesamowitej tłustości na twarzy, i tu się powtórzę, ale zrozumie tylko ten, kto całe życie walczy o matowy wygląd twarzy.

Jeśli zaś chodzi o wydajność, produkt należy rozprowadzić obficie na nawilżonej wcześniej twarzy i szyi – jeżeli nałożycie niewystarczająco produktu ograniczycie stopień ochrony przeciwsłonecznej. Pani w aptece uczuliła mnie też, że aby filtr działał trzeba go nakładać na twarz co 2 godziny, co jest akurat logiczne.

Ja natomiast w ciągu 1,5 miesiąca używałam go nie częściej niż 2 razy w tygodniu i już opróżniłam 1/2 buteleczki o pojemności 40 ml.

Krycie

Podkład Photoderm NUDE Touch SPF 50+nie jest podkładem silnie kryjącym, nie zakryje niedoskonałości, raczej ujednolici koloryt skóry. Porównałabym go raczej do kremów bb.

Jeżeli chcecie uzyskać efekt krycia należałoby go zmieszać z podkładem, ale nie uważam, aby taki był cel tego produktu. Zauważyłam też, że pomimo swej konsystencji potrafił podkreślić suche skórki.

Moja ocena Bioderma Photoderm NUDE Touch SPF 50+

Czy kupiłabym ponownie Bioderma Photoderm NUDE Touch SPF 50+? Raczej nie. Nie przekonuje mnie zwłaszcza efekt końcowy, czyli brak zmatowienia, a wręcz ciągłe uczucie oleju na twarzy. Z drugiej strony słaba wydajność w stosunku do ceny.

Może akurat jestem przypadkiem jednym na milion, gdzie ten produkt absolutnie nie zadziałał jak powinien. Jak wiadomo, nie ma kosmetyków idealnych dla wszystkich. Sądzę natomiast, że osoby, które nie mają cery tłustej czy mieszanej byłyby z tego produktu zadowolone.

***

Walka ze świecącą twarzą nie należy do najłatwiejszych, dlatego będę wdzięczna za wszelkie pomocne opinie w co warto zainwestować 🙂 Obecnie, skóra twarzy, a właściwie jej ochrona, jest dla mnie priorytetem. Jestem ciekawa jak Wy dbacie o twarz latem? Stosujecie filtry czy produkty 2 w 1? Miałyście do czynienia z Bioderma Photoderm NUDE Touch SPF 50+?

Jeśli ktokolwiek z Was pragnie się ze mną skontaktować, zapraszam do zakładki KONTAKT. Pamiętajcie też, że bez trudu znajdziecie nas na portalach społecznościowych –  Facebook’u, Instagramie (KasiaKarolinaTwitterBloglovin’,PineterestFashionlista i Tumblr.

Kasia

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Koniecznie zajrzyj też tutaj