5 rad jak czytać poradniki


Wraz z upływem kolejnych lat coraz częściej sięgam po różnego rodzaju poradniki. Przypominam przy tym Bridget Jones, która z zapałem kolekcjonowała tego typu lektury. Wiele z tego typu pozycji ostatnio przybyło na mojej szafce nocnej. Dotyczą przy tym bardzo różnorodnych dziedzin. Część odnosi się do zdrowia, część porusza kwestie związane z organizacją czasu, część zaś sprowadza się do oszczędzania. Mimo odmiennej tematyki do wszystkich stosuje kilka sprawdzonych sposobów by wykorzystać je jak najefektywniej a czas z nimi spędzony nie uznać za zmarnowany. Jeżeli jesteście zainteresowani, zapraszamy do czytania dalej!

Z pewnością olbrzymi wpływ na moją obecną fascynację tym gatunkiem, ma mój wiek. Coraz bliżej mi do 30, której przekroczenie, kojarzy mi się się niemal z mitologicznym przechodzeniem przez Styks. Prawdopodobnie nic wyjątkowego się wówczas nie stanie, ale i tak wciąż poszukuje odpowiedzi na to jak się zorganizować, jak żyć lepiej, jak wieść szczęśliwsze życie itd.- co do zasady więc jak nie marnować obecnego czasu by później nie żałować, że czegoś nie zrobiłam lub nie usprawniłam. Wiem, że wiara w znalezienie jakiejś uniwersalnej receptury na szczęście jest wyrazem mojej bezgranicznej naiwności ale co tam. Wciąż próbuje. Poniżej 5 bardzo prostych i w pewnością bardzo oczywistych sposobów na skuteczniejsze korzystnie z tego typu literatury.

Po pierwsze: zostań skrybą

Jestem „człowiekiem listą” więc nie powinno dziwić, że uwielbiam wszystko zapisywać. Również z przeczytanych książek staram się robić notatki. Zapisuje najbardziej inspirujące mnie porady, myśli, zdania. Tworzę w ten sposób coś na kształt, tak lubianych przez studentów, „skryptów”. Warto przeznaczyć na to np. jeden większy zeszyt lub notes i mieć w nim zapiski z wszystkich książek.

Lubię do nich wracać, gdy mam gorszy dzień. Poza tym kiedyś moja stuletnia (ok, przesadzam, pewnie młodsza ale przysięgam wyglądała jakby bawiła na tym świecie co najmniej wiek!) nauczycielka z łaciny z liceum z zapałem powtarzała nam jedną paremię – Qui scribit, bis discit (czyli „raz zapiszesz, dwa razy powtórzysz”, ewentualnie „kto pisze, uczy się dwa razy”). Stosuję się do niej do dziś.

Po drugie: czasami warto być żółwiem

O co mi chodzi? Otóż zauważyłam, że przy poradnikach nie warto się śpieszyć. Nie staraj się przeczytać całości na raz. Oczywiście istnieją poradniki, od których nie można się oderwać ale z własnego doświadczenia wiem, że nie ma ich aż tak wiele. Dlatego nie zrażaj się gdy czytanie jakiejś pozycji idzie opornie (niemal jak krew z nosa – w moim przypadku była to książka „7 nawyków skutecznego działania„).

Przy tego typu książkach według mnie dużo lepiej sprawdza się system wolniejszego czytania. Dlaczego? Masz wtedy szansę przemyśleć to co przed chwilą przeczytałeś. Co więcej niektóre części warto przeczytać kilka razy, by je dokładniej zrozumieć.

Po trzecie: eksperymentuj i próbuj

Każdy, nawet najgenialniejszy poradnik, tylko gdy jest wykorzystywany w praktyce ma szansę przynieść sukces. To że coś przeczytasz, ba! nawet zanotujesz, nic nie da, jeżeli nie spróbujesz tej rady wprowadzić w życie. W tym przypadku sama teoria nie wystarczy. Musisz zostać praktykiem.

Nie zrażaj się też początkowym brakiem jakiś widocznych zmian na lepsze. W większości wypadków wymagają one czasu i co więcej, systematyczności. Warto zaczynać od małych kroczków i zmiany wprowadzać stopniowo.

20140906_101146

Po czwarte: zdrowy egocentryzm

Każdą (ale to każdą) wartą według ciebie radę staraj się dostosować do własnych potrzeb. Modyfikuj ją. Czasami wystarczy do tego odrobina wyobraźni. Pamiętaj każdy z nas jest inny. Wielu z nas funkcjonuje w innych realiach, mamy inne prace, potrzeby, upodobania, obowiązki itd.

Dlatego staraj się to co czytasz odnieść do swojej sytuacji. Nie denerwuj się, że niektóre ze złotych myśli zupełnie nie przystają do Twojego życia. To normalne. Zamiast się nad nimi rozwodzić, skup się na tych które faktycznie możesz wykorzystać.

Po piąte: nie bądź zbyt krytyczny

Pamiętaj, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że poradnik okaże się w Twoim wypadku zupełnym niewypałem. To, że tysiące osób się nim zachwyca nie oznacza, że u Ciebie będzie podobnie. Powtórzę jeszcze raz – to normalne.

Nie jestem miłośniczką jakże popularnych obecnie coach’ów, trenerów, „wychodzenia ze strefy komfortu” itd. Często mam wrażenie, że funkcjonują w oparciu o naiwność sporej dozy społeczeństwa. Ale jeżeli komuś to pomaga, to dlaczego mam to oceniać?

Mam prośbę – nie wieszaj wtedy psów – czy to na trenerze czy jego książce. Zauważyłam, że wielu z nas ma tendencję to dużej kategoryczności w tym zakresie – „nie podoba mi się więc jest głupia i beee, a ludzie którzy się nią zachwycają są szaleni”. Oczywiście wyolbrzymiam, ale z samym modelem zachowania spotkałam się wielokrotnie.

To że coś nie wypaliło u Ciebie nie oznacza, że ktoś na czytaniu tej lektury lub porad trenera faktycznie nie skorzystał (najlepszym przykładem jest wg mnie książka „Sekret” – wielu moich znajomych zachwyciła, mnie by nikogo nie obrazić, określę, że porządnie rozbawiła). Trochę pokory i szacunku do innych.

Co więcej, być może sięgnąłeś po tą książkę w złym momencie swojego życia? Warto czasami do takich pozycji wracać. Przykład z zupełnie innej beczki – jako sześciolatka* zachęcona przez mamę zdecydowałam się na poznanie, kultowej w życiu większości dziewczynek, książki „Ania z Zielonego wzgórza”, po przeczytaniu dwóch rozdziałów rzuciłam ją w kąt uznając za totalne nudziarstwo i bezsensowną stratę mojego czasu (bo przecież, życie sześciolatki jest wypełnione masą obowiązków ;)). Kilka lat później zmuszona okolicznościami (czyt. mix: obowiązkowa lektura + przerażająca polonistka) znowu się do niej zabrałam i tym razem przepadłam. Przeczytałam ja w jeden wieczór. Do tego z wypiekami na twarzy (rodzice myśleli, że mam gorączkę) a następnego dnia razem z rodzicami wybrałam się w rundę po wszystkich antykwariatach w rodzinnym mieście (to niestety nie czasy empików i internetu) by zdobyć następne części. Wyprawa zakończyła się sukcesem  i całą kolekcję mam do dziś. Każdą z części znam doskonale i wracałam do nich setki razy.  I chociaż później trafiłam na wiele dużo lepszych książek, do tych mam szczególny sentyment. Morał, kochane dzieci, z tej przypowiastki jest prosty – czasami do niektórych spraw trzeba dorosnąć i tyle.

* wytłumaczenie: jestem jednym z tych „dziwolągów” które wyjątkowo szybko zaczęły czytać.

***

Mam nadzieję, że ten „poradnik do poradników” 🙂 uznacie za pomocny.  Koniecznie dajcie nam znać, czy sami sięgacie po tego typu lektury? Może macie jakieś ulubione? Chętnie poznamy nowe dlatego z przyjemnością poczytamy o nich w komentarzach. 

Jeśli ktokolwiek z Was pragnie się z nami skontaktować, zapraszam do zakładki KONTAKT. Pamiętajcie też, że bez trudu znajdziecie nas na portalach społecznościowych –  Facebook’u, Instagramie, Twitter, Bloglovin’, Pineterest, Fashionlista i Tumblr.

Karolina

Założycielka bloga zielonakaruzela.pl słynna ze słomianego zapału i odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Miłośniczka klasyki i nieśmiertelnego duetu bieli z czernią. Miłośniczka podróży i kotów (idealne zadatki na starą pannę). Chorobliwa pedantka, nerwus i „człowiek lista”. Uwielbia jazdę na rowerze, czasami udaje, że biega a ostatnio odkrywa możliwości trx. Właścicielka suchej, atopowej skóry i burzy blond włosów. Jej figura to jabłko a jej odwieczną piętą achillesową jest brzuch, z którym walczy od lat. Jest w stanie zjeść żuka ale twardo twierdzi, że fasola nie nadaje się do jedzenia. Jest samozwańczą mistrzynią pakowania walizki.

Założycielka bloga zielonakaruzela.pl słynna ze słomianego zapału i odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Miłośniczka klasyki i nieśmiertelnego duetu bieli z czernią. Miłośniczka podróży i kotów (idealne zadatki na starą pannę). Chorobliwa pedantka, nerwus i „człowiek lista”. Uwielbia jazdę na rowerze, czasami udaje, że biega a ostatnio odkrywa możliwości trx. Właścicielka suchej, atopowej skóry i burzy blond włosów. Jej figura to jabłko a jej odwieczną piętą achillesową jest brzuch, z którym walczy od lat. Jest w stanie zjeść żuka ale twardo twierdzi, że fasola nie nadaje się do jedzenia. Jest samozwańczą mistrzynią pakowania walizki.

Koniecznie zajrzyj też tutaj

  • Ela

    Też mam ostatnio fazę na przewodniki i uwielbiam „Anię z zielonego wzgórza” 😀 Pozdrawiam!

    • Jeżeli masz coś do polecenia z tej kategorii koniecznie daj nam znać! Pozdrawiamy serdecznie 🙂

  • Agata

    Bardzo fajny pomysł na artykuł!

  • Jag

    Zgodzę się z tym, że im starsi jesteśmy, tym bardziej zaczynamy myśleć o tym, jak lepiej zorganizować swoje życie, żebyśmy byli z niego zadowoleni. Ja generalnie ciekawych porad szukam na blogach (zagranicznych bardziej, niż polskich), czasem zdecyduję się na książkę (mam Gladwella z „Poza schematem” i to jest mój zdecydowany nr 1). Lubię też czytać biografie. Sukces innych zawsze pozytywnie mnie nakręca, od razu mam tysiąc pomysłów na minutę i niektóre rzeczy udaje mi się realizować. Co do polecania, to zajrzyj sobie na blog Żona Modna, a w szczególności na zakładkę rozwój. Co do książek to polecam: „Potęgę podświadomości” – Josepha Murphy. I właściwie tylko tę. Ona ma moc 🙂

    • Dzięki wielkie, na pewno zajrzę! 🙂

  • pannakac

    Twój krótki poradnik przekonał mnie do czytania poradników. 😉 Dziękuję!

    • Bardzo nam miło 🙂 Pozdrawiamy serdecznie!