5 języków miłości


Każda dziewczynka, od najmłodszych lat, słyszy, że oto w przyszłości przyjedzie książę na białym koniu, spotka ją najpiękniejsza miłość wszechświata, która na dodatek będzie trwała w nieskończoność, i będą żyli razem długo i szczęśliwie. Dom, drzewo, dziecko, pies. Dzisiejszy wpis powstał po ponad 10 latach własnych przeżyć, a motorem napędowym stał się wpis Nishki. I dzięki wszystkim bogom świata za jej post, ponieważ już zaczynałam mysleć, że jest ze mną coś nie tak. Ba, z moim małżeństwem jest coś nie tak i teraz tylko rozwód, kiła i mogiła. Wokół same zakochane pary, chłopiec biegnie z kwiatkiem na randkę nerwowo sprawdzając, czy się nie spocił pod pachą, piękna miłość we wszystkich komediach romantycznych, zakochanie poziom milion %, serduszka, buziaczki i aj low ju. A my z mężem robimy obiad i czekamy na nowy odcinek „Gry o tron”. Gdzie ta miłość? Gdzie to walące serce, ekscytacja i oszołomienie? Gdzie te serduszka? Przecież wszystko wokół wskazywało, że to dożywotnio..

Eksperci

Coraz częściej utwierdzam się w przekonaniu, że ktoś, kto nie był albo nie jest w mojej sytuacji, nie może wiedzieć jak to jest i jak by się zachował.  Wykluczam tu oczywiście wszelkich terapeutów, psychologów itp., którzy jednak zostali przygotowani do pełnienia danej funkcji i raczej wiedzą, co mówią 😉 Nigdy nie rodziłam dziecka, więc nie wiem co mnie czeka i nie daję rad pani w 8 miesiącu ciąży. Nigdy nie wspinałam się na Mt Everest, więc nie będę radzić innym, jak mają się przygotować, bo obejrzałam film z wyprawy. Staram się nie wypowiadać w sprawach, o których nie mam pojęcia, a jeśli ktoś mnie prosi o radę, to mówię, że właściwie to nie wiem, ale może (chyba) to. Wszelkie doświadczenia wynikają też z obserwacji otaczającego nas świata ale nie sądzę, że to jest dobra podstawa do rad ostatecznych. Co gorsze, ile ludzi, tyle charakterów i nie da się stworzyć rozwiązań uniwersalnych, zwłaszcza w kwestii związków. Nie tak dawno zaczęłam się zastanawiać nad stanem swojego małżeństwa właśnie w wyniku słów osoby, która o małżeństwie (a nawet o związku) nie ma bladego pojęcia.

Story of my life

Z mężem jesteśmy razem ponad 10 lat, mieliśmy różne chwile, te gorsze i te lepsze, kłótnie większe i mniejsze. Na początku, jak to na początku, byliśmy zakochani w sobie po uszy. Tęskniliśmy nawet przy jednodniowej rozłące, ciągle w kontakcie, ciągle w uwielbieniu. Motyle w brzuchu i eksytacja na dźwięk smsa czy telefonu. Jedno nie umiało wytrzymać bez drugiego. I niestety, albo stety, ale poziom „serduszkowania” znacznie zmalał. I tu nadchodzi prawda objawiona, z naturą nie wygrasz. I choćbyś zmieniał partnerów w nieskończoność, w każdym związku okres szaleńczego zakochania minie. Nikt mi nie wmówi, że czas miłosnej euforii będzie trwał wiecznie.

Tranformacja

W pewnym momencie przychodzi taki czas dla każdego związku, kiedy stajecie się partnerami życiowymi, na dobre i na złe. Wiecie o sobie wszystko, rozmawiacie absolutnie o wszystkim. Każde z Wam ma swoich znajomych, każde ma swoje zajęcia. Nie oznacza to jednak, ze każde zaczyna żyć własnym życiem. Bardzo ważne jest, aby spędzać czas razem i mieć wspólne zajęcia, „swoje chwile”. Dla wielu par ten właśnie moment, kiedy szaleńcze zakochanie mija, jest nie do przejścia. Zaczęłam się zastanawiać, skąd to sie bierze? Przecież zakochujemy się w kimś z jakiegoś powodu, coś nas ciągnęło do tej, a nie innej osoby. I tutaj pojawia się książka, która otworzyła mi oczy na wiele spraw.

5 języków miłości

Książka, o której dziś wspomnę, jest polecana parom przede wszystkim na naukach przedmałżenskich. Autorem jest pastor – terapeuta małżeński. To właśnie praktyka sprawiła, że Gary Chapman wyodrębnił 5 języków miłości i zauważył, że mąż i żona bardzo często nie mówią tym samym językiem (jak np. osoba mówiąca po chińsku i angielsku). Sytuacja idealna to taka, kiedy rozumiemy wszystkie języki. Przykłądowo, żona potrzebuje miłych słów, podczas gdy mąż nie jest raczej wylewny, a uczucia najchętniej wyraża małymi prezentami. Żona również to rozumie i gdy wraca z zakupów przynosi ulubione ptasie mleczko, bo wie, że mąż je uwielbia. Najczęściej bywa jednak tak, że używamy własnego języka i jesteśmy zagubieni, rozgoryczeni i zawiedzeni, bo nie rozumiemy co partner chce nam przekazać. 5 języków miłości według Chapmana to wyrażenia afirmatywne, dobry czas, przyjmowanie podarunków, drobne przysługi i dotyk.

beach-holiday-vacation-arm-large

Wyrażenia afirmatywne

Osoba, dla której językiem naturalnym są wyrażenia afirmatywne (słowa) będzie chciała słyszeć komplementy, będzie chciała aby zapewniać ją, że jest kochana. Będzie również potrzebowała wielu słów wsparcia i kolejnych zapewnień, że robi coś dobrze, doskonale, najlepiej. Będzie chciała słyszeć miłe słowa, i to będzie dla niej najważniejsze.

Dobry czas

Mowa tu o wspólnym spędzaniu czasu, ale nie w takim rozumieniu, że siedzicie w jednym pokoju cały dzień i każdy zajmuje się sobą. Jak w tytule, chodzi tu o dobry czas, czyli dobry jakościowo. Dla takiej osoby najważniejsze będą wspólne spacery, wyjazd we dwoje, wspólne posiłki, które mogą przerodzić się w rytuał.

Przyjmowanie podarunków

Są również osoby, dla których największym wyrazem miłości będzie otrzymywanie prezentów. Nie mówię tu o brylantowych kolczykach prezentowanych codziennie, chodzi tu raczej o drobne przyjemności, podarunki i niespodzianki – liścik zostawiony w zapakowanym drugim śniadaniu, kupienie czegoś, co partner uwielbia podczas standardowych zakupów, czy pamiątka z wyjazdu.

Drobne przysługi

Tu przeżyłam największy szok, ponieważ okazało się, że to właśnie jest mój język. Umycie podłogi, zrobienie obiadu czy poodkurzanie to dla mnie największy wyraz miłości. I niestety, zazwyczaj osoba, która takim językiem nie włada, nie docenia tych prostych czynności i dla niej, przykładowo, wyprasowanie ubrań jest czymś, co po prostu trzeba zrobić, i niekoniecznie doecnić pracę innej osoby w tej sfrerze.

Dotyk

Ostatnim językiem jest dotyk, czyli przytulanie, całowanie, trzymanie za ręce, przy każdej możliwej okazji. Nie mówię, że nie lubię się przytulać (kto nie lubi?), ale niekoniecznie musi się to dziać ciągle. Partner takiej osoby będzie wyprzytulany i wycałowany do granic możliwości, i jeśli tylko nie będzie się za bardzo opierał – będzie dobrze. Przytulas  czy buziak „bez okazji” będzie dla takiej osoby najpiękniejszym wyrazem miłości.

***

Jeśli ktoś z Was jeszcze nie dotarł do tej książki – serdecznie polecam. Ja byłam zachwycona i jednocześnie porażona, gdy ją przeczytałam. Książka wiele wyjaśnia, i myślę, że warto po nią sięgnąć nie tylko w czasach kryzysu. A jaki jest Wasz język miłości? Waszym zdaniem to brednie czy jednak odkryliście, że 5 języków miłości istnieje i facet ma trochę racji? A może jest ich więcej? Jak zawsze czekam na Wasze przemyślenia 🙂

Jeśli ktokolwiek z Was pragnie się ze mną skontaktować, zapraszam do zakładki KONTAKT. Pamiętajcie też, że bez trudu znajdziecie nas na portalach społecznościowych – Facebook’u, Instagramie (Kasia, KarolinaTwitter, Bloglovin’, Pineterest, Fashionlista i Tumblr.

images via: pexels.com (1, 2)

Kasia

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Szalona miłośniczka kolorów i czekolady. Jej gorącą zwolenniczką twierdzenia, że wynalazca słodyczy powinien zostać pośmiertnie odznaczony pokojową nagrodą Nobla. Gdyby mogła jej codzienny strój nie odbiegałby daleko od tęczy. Od lat zajmująca się koszykówką i wszelkimi możliwymi odmianami sportu. Kocha wysiłek na siłowni i rolki. Boryka się z cerą mieszaną i świeceniem się w strefie T. W związku z tym sprawdziła osobiście wszystkie możliwe kosmetyki matujące. Walczy ze skłonnością do wypadania jej kruczoczarnych włosów. Jej figura w odróżnieniu od Karoliny to typowa gruszka. Nie uznaje istnienia brokułów, oliwek, rzodkiewki i marcepanu (czyli wszystkiego co szczęśliwie z jej talerza wyjada Karolina).

Koniecznie zajrzyj też tutaj

  • Dotyk i dobry czas to zdecydowanie moje języki :). A po krótkiej analizie stwierdzam, że mąż włada drobnymi przysługami i wyrażeniami afirmatywnymi. Czas wypracować słownik :D.

    • Świetnie, że przeanalizowałaś męża 😉 Ja zrobiłam to samo i polecam innym 😉

    • „Czas wypracować słownik” – przepiękne podsumowanie! 🙂

  • Tak ta miłość z motylkami w brzuchu odchodzi, ale przychodzi coś innego. Chociaż nie będę się wypowiadała co jeśli jest się ze sobą 10 lat bo do tego jeszcze mi trochę zostało, a mój chłopak nie jest jeszcze moim mężem. Więc jeszcze trochę przed nami. Ważna jest bliskość i inne aspekty. Chociaż fajnie było czuć się zakochanym, ale to przemija.

    • Zdecydowanie przychodzi coś innego, i chyba nawet lepszego: totalne zaufanie, oparcie, przywiązanie i miłość, po prostu zwykła miłość. Jasne, że fajnie być zakochanym, ale ta faza nie będzie trwała wiecznie. Później musimy nadal pracować i się starać, i będzie dobrze 🙂

    • Ja obserwując długoletni związek swoich rodziców mogę z calą stanowczością stwierdzić, że wystarczy chcieć i nalezy wciąż sie starać. To ogrom pracy, ale warty całego zachodu 🙂

  • Hmm, daje do myślenia. Do mnie na przykład właśnie te małe codzienne czynności często nie docierają. A to często jest język, jakim właśnie faceci wyrażają miłość. Choć na szczęście nie tylko. U mnie dotyk i dobry czas zdecydowanie na topie 🙂

    • Daje, polecam książkę. Na początku stwierdziłam, że o matko, żaden ksiądz nie będzie mnie pouczał. No i wyszło jak wyszło 😉

    • Warto zajrzeć do ksiązki, otwiera oczy na takie drobiazgi, których zwykle nie dostrzegamy 🙂

  • Zgadzam się w 100%! Wiele osób twierdzi, że nie można kogoś kochać wiecznie, że każde uczucie przemija. Guzik prawda – po prostu przestałeś się starać. Na początku były wspólne wyjścia, podarunki, masa czułości, miłych słówek. Bez względu na to czy partner był słuchowcem, wzrokowcem czy kinestetykiem zawsze znalazł coś dla siebie. W miarę upływu czasu zaczynamy się jednak ograniczać – sami lubimy, gdy ktoś wyraża nam miłość poprzez mówienie nam, że nas kocha lub obdarowywanie i próbujemy partnera uszczęśliwić w podobny sposób. Niestety, często zdarza się, że odbiera on miłość nico inaczej. By czuć się kochanym potrzebuje np. pocałunków, przytulania itp.
    Dawid

    • Dawid, masz rację, przestajemy się starać. Uznajemy, że tak musi być, a frustracje się piętrzą. Ten wątek tu pominęłam, ale ostatanio trafiłam na świetny tekst u Szalonookiej, który wpasowuje się w temat:

      „Wiesz w czym tkwi sekret udanego związku?- zapytał starzec.

      – Nie wiem, proszę Pana. – odparł młodzieniec.

      – Całe życie mężczyźni narzekają na kobiety. W późniejszej fazie związku, a nawet w małżeństwie słyszeć można tylko „zmieniłaś się, kiedyś byłaś inna”. Gdy byłem przed trzydziestką, byłem z kobietą, która właśnie stawała się gorsza. Nie rozumiałem tego. Kiedyś, późnym wieczorem zamiast jechać do niej lub do kumpli na piwo, usiadłem na fotelu (z piwem w ręku, ale nie to miało znaczenie). Myślałem do północy i w końcu mnie olśniło… Przypomnij sobie, jak na początku związku wszystko jest takie proste. Ty się starasz, ona też. Mówisz, że kochasz, że jest piękna, że cudownie wygląda, nieziemsko pachnie. I ona też Cię komplementuje. Jesteś z nią niemal codziennie, kupujesz prezenty, zabierasz gdzieś. Ona to docenia i jest kochana, dla świata i dla Ciebie. Przychodzi przyzwyczajenie. Niby jest dla Ciebie piękna, ale nie mówisz jej o tym. Niby ją kochasz, ale zapominasz przypomnieć jej. Niby kupujesz coś, zabierasz gdzieś, ale coraz rzadziej. Częściej gdzieś sam wychodzisz, niż z nią. Zapominasz o niej, no bo przecież „mam swoje życie”. I w tym kluczowym momencie ona staje się wredna, zimna i bezduszna. Wszystko nagle robisz źle, zapominasz, nie interesujesz się. Tamto źle i tamto i to też jest źle… I ja wtedy przejrzałem. Zacząłem, jak za pierwszym razem, kochać ją i doceniać. Chwalić i szanować. Zwracać uwagę na nią i nie zawsze ale częściej stawiać ją przed swoją pasją i znajomymi. I ona mi wróciła. Była idealna.

      – Teraz rozumiem dlaczego moja dziewczyna tak się zachowuje. I została z Panem? – zapytał młody chłopak.

      – Nadal jest idealna. Chociaż ma więcej zmarszczek i siwych włosów, kocha mnie tak, jak na to zasługuje i dzięki temu, że cały czas o nią dbam, jestem kochany i szanowany.

      — rozmowa Starca”

    • Podpisuje sie pod tym komentarzem w 100%!

    • Ja też się podpisuję!

  • Bezcenny jest czas spędzany razem i okazywanie czułości dotykiem, czynami, słowem…

  • Muszę zaciągnąć do Twojego wpisu swego mężczyznę, żeby zrozumiał nasz przypadek 🙂

  • Takie rzeczy zawsze wydawały mi się dość intuicyjne 🙂 Jeśli ludzie ze sobą są już długo, wiele razem przeżyli i dobrze się poznali i potrafią ze sobą rozmawiać, to pewnie dochodzą do takich wniosków właśnie, jak te, które wymieniłaś. Że się różnią, mają różne potrzeby i jeśli chcą sobie sprawiać przyjemność to muszą myśleć o potrzebach drugiej osoby 🙂

    • „…mają różne potrzeby i jeśli chcą sobie sprawiać przyjemność to muszą myśleć o potrzebach drugiej osoby” – bez tego ani rusz. Wystarczy szczerze porozmawiać, nie kazać się domyślać, nie być totalnym egoistą – to na prawdę wystarczy, a być może stworzycie coś jeszcze lepszego 🙂

    • Niestety wiele osób ma skłonność do nadmiernego egoizmu i tak bardzo skupia sie na sobie, że nie dostrzega potrzeb partnera.

  • To genialne 😀 Bardzo mi sie podoba. Jak tot sie mowi nic nie trwa wiecznie, ale czy napewno? Moze jedno nie wyklucza drugiego? To ze wiecznie nie jestesmy tak bardzo zwariowanie zakochani jak to bylo na poczatku nie znaczy ze sie nie kochamy, Kochamy tylko znalezlismy swoj sposob na okazanie milosci. Np wielkie swieto 14 lutego,, wszyscy do okola kochaja sie na pokaz, a ja pytam po co to? Przyciez prezent mozna sprawic sobie bez okazji a kochamy sie caly rok, kazdy na swoj inny sposob, tak jak to wspomnialas w tym wpisie o 5 jezykach milosci 🙂 Naprawde piekny post 🙂

    • Dziękuję bardzo :*
      I dokładnie tak, kochamy po prostu inaczej. To, że nie szalejemy z miłości nie znaczy, że się skończyło 🙂 I również uważam, że Walentynki są przereklamowane i bardziej cieszy np. kwiatek, bo „robisz mi dobre obiady” 😉

      • o tak zgodze sie z tym w 100 % 🙂 Moim zdaniem to jest juz taka milosc dorosla, dojrzala 🙂

        • Chyba tego określenia mi brakowało, dokładnie! Po szaleńczej miłości przychodzi czas na tą dojrzałą 🙂

          • Przewaznie taka jest kolej rzeczy 🙂 Jak juz zamieszkamy razem i poznamy sie dobrze to tak zazwyczaj sie dzieje 🙂 No chyba ze nie potrafimy siebie zaakceptowac i jeno chce odpoczac i zestarzec sie u boku partnera a drugie pragnie milosnych szalenstw… Wtedy juz sprawa sie komplikuje …

          • Z tymi miłosnymi szaleństwami to różnie bywa, czasem takiej osobie się wydaje, że wie czego chce. Natomiast kiedy już „odpoczywa” zdaje sobie sprawę, że był to błąd. Na nieszczęście, przeważnie doceniamy coś dopiero, gdy to już stracimy. Tak jak napisałaś, klucz w tym, aby zaakceptować swojego partnera takim, jaki jest. Jeśli jest to niemożliwe, będą kłótnie i nieszczęście. Nie da się też zmienić partnera – prędzej czy później zmieniony partner dojdzie do wniosku, że jest po prostu nieszczęśliwy. Skomplikowane te związki, skomplikowane…

          • O tak zgadzam sie w 100 % 🙂 Stad mamy teraz tyle rozwodow najczesciej po 1-3 letnim stazu malzenstwa… Szalencza, zwariowana milosc mija kiedy przytlaczaja nas zwykle obowiazki i swiadomosc ze musimy przestac myslec tylko o sobie 🙂

        • To prawda!

    • Tak jak nie wygladamy tak samo całe życie, tak jak nie mamy takich samych upodobań całe życie itd. Wszystko sie zmienia, ale nie oznacza to, że musi sie zmieniać na gorsze. Również miłość – każdy jej wymiar ma swoje uroki. Wystarczy chcieć je dojrzeć 🙂

  • no przyznam, że dawno nie czytałam tak ciekawego posta! Dbajmy o miłość na swój sposób <3

  • Z tym, że każdy z nas ma inny język miłości jest bardzo dużo prawdy. Warto żeby obydwie strony związku miały świadomość, jakie drobne gesty czy zachowania są ważne dla drugiej strony. To wiele upraszcza, jednak wymaga wyjścia poza swój własny schemat funkcjonowania świata i miłości:)

    • Ja zawsze powtarzam, że w związku nie można być egoistą, w każdej sferze. Jeśli kochamy to bierzemy pod uwagę co nasz partner lubi, podczas gdy my niekoniecznie, ale z miłości człowiek robi najbardziej nieoczekiwane rzeczy 😉

    • Prawdziwy związek powinien w mojej ocenie właśnie na tym polegać – wzajemnym poznawaniu siebie 🙂

  • Tak, znam tę teorię. I zgadzam się, to prawda, każdy z nas wyraża miłość trochę inaczej, w związku też czego innego szuka, ma inne oczekiwania, wizje. Myślę, że w długoletnich związkach, małżeńskich kluczowa jest rozmowa. Mówi się o tym na każdym kroku, ale problemem jest styl i podejście do „gadania”. Dzięki szczerości, empatii i otwartości w trakcie rozmowy można wielu problemów uniknąć.Jednak nie wszystkich na to stać…wychodzi się z założenia, że ile można rozmawiać, że po co, że przecież wszystko wiadomo.

    • Zgadzam się w 100%. JUż nie raz się przekonałam, że rozmowa może zdziałać cuda. I rzeczywiście, niektórym ciężko to zrozumieć, albo im się najzwyczajniej nie chce, bo ile można gadać skoro nic z tego nie wynika. NIe bójmy się jasno komunikować swoich oczekiwań i lęków, co nam pasuje a co nie. To jest klucz do sukcesu 🙂

    • To prawda, rozmowa to klucz do sukces. Niestety mam wrażenie, ze w dzisiejszych czasach umiejetnośc prawdziwej rozmowy zanika. Zastępują ją emotki, zdjęcia, „lajki”.

  • Oczywiście też znam tą książkę 🙂 ! Jest naprawdę godna polecenia, dlatego z ciekawością przeczytałam Twoją recenzję! Ja polecam Wam dziewczyny „Przytul mnie”, „Inteligencja Seksualna” i dosyć znana już „Psychologia Miłości” 🙂

    Ściskam,

    Panna Joanna

  • Ciekawy wpis, z którym trudno się nie zgodzić. W każdym związku nadchodzi taki moment, w którym romantyczność zamienia się w codzienność. Trzeba go przetrwać i się do niego dostosować ponieważ to w tym momencie okaże się czy związek przetrwa próbę czasu.

  • Chyba okryłam swój język:) Patrząc z perspektywy na siebie i narzeczonego, widzę jak się zmieniamy, jak zmienia się nasza miłość i cieszą mnie te zmiany, bo to zawsze nowa jakość. Najważniejsze to pielęgnować to co mamy i zamienić prozę życia, a na święto bycia razem:)

    • Bardzo mądre słowa 🙂 Podpisuję się pod wszystkim 🙂

    • Zmiany są nieuniknione, a czy będą to zmiany na lepsze czy gorsze zależy tylko od nas 🙂

  • Mądry tekst. Pisałam u siebie o podobnym temacie, więc z przyjemnością zagłębię się w temat.

  • Omg! A ja byłam pewna że po drugiej stronie mam świeżą 20stkę, a tu proszę 10lat małżeństwa! 😀

    • Kasia jest w związku 10 lat, po ślubie parę mniej 🙂

    • Nie no, dziwna sprawa by była tak od razu na starcie brać ślub 😉 4 lata małżeństwa, a związek to już nawet ponad 11, czas leci! Ale dziękuję bardzo za świeżą 20stkę 😀

      • No to pozazdrościć tak długiego związku 🙂

  • Już kilka miesięcy temu odkryłam, że jesteś starsza, ale na początku i ja byłam przekonana, że czytam teksty dojrzałej 20-kilku latki 😀 Jak widać, pozory mylą 😛 Zgadzam się z tym punktem o euforii miłości – u mnie też to już dawno przeminęło, a na karku mam dopiero 4,5 roku związku. W sumie nawet się z tego cieszę, bo te „loffki i kisski” mogą być męczące 😛

    • Hahaha – dokładnie 29 i 30 latki teksty 🙂

    • „Starsza”.. chlip, chlip 😉 Loffki i kisski mogą być męczące, ale czasem łapię się na myślach, że fajnie byłoby do tego wrócić 😀 Później mi przechodzi 😉