3 powody dlaczego przestałam narzekać


Dzisiaj wpis nietypowy, ponieważ całkowicie poświęcony jednej kwestii, a mianowicie dlaczego nie warto narzekać. A może dokładniej dlaczego 1,5 roku temu pokusiłam się by wprowadzić pozytywniejszy stosunek do życia. O tym dlaczego unikam negatywnych myśli i co mam w zamian, przeczytacie dalej. Sama teoria, do tego banalna, ale coś mi mówi, że te najprostsze prawdy są najtrudniejsze do realizacji. Jeżeli jesteście ciekawi, zapraszamy do czytania!

Anonimowy narzekacz – historia prawdziwa

Cześć nazywam się Karolina i mam skłonność do perfekcjonizmu. Potrafię być niesłychanie drobiazgowa. Uwielbiam porządek a na bałagan potrafię reagować wręcz alergią. W kategorii narzekacz roku przez lata wśród moich znajomych byłam na podium. Ścisła czołówka. Zawsze znalazłam powód by się do czegoś przyczepić, zawsze coś było nie tak. Warczenie, wydzieranie się i foch były moją codziennością. Jeszcze półtora roku temu mogłam się tak przestawiać na spotkaniu anonimowych narzekaczy.

Nie, nie byłam potworem. Po prostu wpadłam w spiralę narzekania. Niewielu z nas bowiem zauważa, że zły humor i marudzenie jest zaraźliwe. Niemal jak ziewanie. Koleżanka zacznie przy nas marudzić, że mamy obrzydliwą pogodę i raptem świat staje się minimalnie mniej sympatyczny. W ciągu ułamka sekundy dostrzegamy, że śnieg który jeszcze chwilę temu nas cieszył raptem robi się zimną breją. Aż przechodzą Was ciary.

Negatywne nastawienie jest fantastyczną pożywką dla wszelkiej maści migren i kiepskiego samopoczucia. Dorzućmy do tego wszędobylski stres i pośpiech i mamy wręcz piekielny mix. Nie narzekanie to też unikanie krytykowania i co ważne – plotek! A każda z nich to masa negatywnych i osaczających nas emocji. Są odpowiedzialne za wysysanie z nas radości. Dlatego warto, jeżeli nie pozbyć się całkowicie, to chociaż ograniczyć ich rolę w naszym życiu!

e74cbd903cf96bbed8fb4aa8de86af14

Jak to wszystko się zaczęło?

Półtora roku temu byłam w kiepskim punkcie swojego życia. Pozwoliłam by narzekanie, wieczna złość na cały świat i irytacja przesłoniły mi rzeczywistość. Nic mi nie wychodziło, a przynajmniej w takim przekonaniu żyłam. Znajomi widzieli jakieś mniejsze czy większe sukcesy, gratulowali kolejnych osiągnięć a ja widziałam jedynie masę obowiązków i duszącą mnie odpowiedzialność. A potem poznałam pewnego 70 letniego autostopowicza, który był pierwszym kamyczkiem wywołującym lawinę zmian.

Wyobraźcie sobie powrót z majówki. Wracam samochodem z Kasią. Zaczyna lać. Słownie – oberwanie chmury. Nagle na poboczu w środku lasu widzimy starszego eleganckiego pana, który prosi o podwiezienie. Zatrzymujemy się. Nawet my mamy serce. Poza tym jedzie z nami mąż Kasi więc nic nam nie grozi. Okazuje się, że Pan jest obywatelem Czech, mówi przepięknie po polsku i został okradziony w pociągu. Stracił wszystkie pieniądze. O całym zdarzeniu opowiada z pogodnym wyrazem twarzy. Szalony prawda?

Okazuje się, że do Polski przyjechał by odwiedzić przyjaciela. A raczej jego grób. Przyjechał się pożegnać i podziękować za lata przyjaźni. Poznali się na studiach i przez kilkadziesiąt lat regularnie się odwiedzali. Wszystkiego tego słuchamy z otwartymi ustami. Pan nie jest zły czy smutny, że przyjaciel nie żyje. Nie tupie nogami i nie krzyczy w stronę nieba „dlaczego?”. Wręcz przeciwnie. Jest szczęśliwy że miał okazję go poznać.

Nie jest obrażony na całą Polskę, bo tutaj go okradli, jest raczej zadowolony bo okazuje się, że jest już w trasie autostopem któryś dzień i wielu okazuje mu życzliwość. Do tego jak mówi z rozbrajającym uśmiechem może na stare lata przeżyć przygodę. Dziwi się przy okazji dlaczego Polacy narzekają. Przecież mamy taki piękny kraj – góry, jeziora, wyżyny, pola, lasy, morze. Bajka. Trzeba się przecież  z tego cieszyć!

Po drodze w samochodzie z Kasią pakujemy mu jedzenie na podróż (którego kilka toreb mamy po majówce – bo oczywiście trzeba zabrać ze sobą cały sklep inaczej przecież umrzemy na wyjeździe z głodu), wieziemy najdalej jak tylko możemy i dajemy mu kasę na bilet powrotny. Pan jest w ciężkim szoku i koniecznie prosi nas o adres by zwrócić pieniądze.

Zaprasza do siebie i żegna prostym zdaniem „pamiętajcie by się uśmiechać„. Nie zdaje sobie sprawy, że to my jesteśmy mu wdzięczni. Wszyscy staramy się powstrzymać łzy wzruszenia bo chyba każde z nas czuje, że to niezwykły dar od losu, że go spotkaliśmy.

Do domu wróciłam roztrzęsiona. Słownie. Na majówce co chwila wydzierałam się do znajomych – że brudno, że głośno, że nie tak jak trzeba. Ciągle było coś nie tak. To nic, że było wolne, że mieliśmy piękne słońce, że byliśmy nad jeziorem, że mieliśmy ognisko, że spacerowaliśmy, że mieliśmy masę śmiechu, że pomimo przeciwności i dorosłego życia ciągle jesteśmy razem. Nic z tego nie miało znaczenia.

Miałam ich szczerze po dziurki w nosie. Bo jak można żyć w takim bałaganie, takim niezorganizowaniu? No jak? I raptem spotykam starszego pana, któremu opłacało się wyruszyć z domu, przejechać całe Czechy i całą Polskę pociągiem bo chciał złożyć kwiaty na grobie przyjaciela. Nie wspominając o tym ile przez to miał nieprzyjemności.

Ja mając swoich przyjaciół pod nosem, nie potrafiłam tego docenić. Powiem szczerze wyłam i płakałam jak głupia ze 2 dni. Oczywiście zamiast zadzwonić i po prostu podziękować za to że są, wpadłam w spiralę samo-użalania się. Na szczęście nawet wówczas byłam w stanie to zauważyć.

IMG_25890677522923

Zaczęłam myśleć i czytać o tym co sama sobie robię. Bo musicie wiedzieć jedno – narzekając krzywdzicie przede wszystkim siebie. To sobie samym utrudniamy życie.

I doszłam do trzech podstawowych wniosków:

Dlaczego warto przestać narzekać – powód numer 1

Po pierwsze, narzekając paraliżujesz swoje możliwości. Niestety większość z nas ma skłonność do szybszego uwierzenia, w coś negatywnego niż pozytywnego na swój temat. A tutaj oprawcą jesteś Ty sam!

Narzekając wpadasz w spiralę wątpliwości co do własnych możliwości i wpływu na otaczającą nas rzeczywistość. Przecież „na pewno mi się nie uda!„, „po co próbować skoro zawsze wszystko idzie nie tak?”, „nie mam szans„. Ilu z nas zatruwa sobie w ten sposób życie?

Dlaczego warto przestać narzekać – powód numer 2

Narzekanie to studnia bez dna i błędne koło jednocześnie. Narzekając produkujesz negatywne emocje, które powodują, że zaczynasz myśleć negatywnie a w konsekwencji znów doświadczasz czegoś negatywnego itd. Istne perpetum mobile.

Dlaczego warto przestać narzekać – powód numer 3

Przestaniesz zatruwać życie innym. Pamiętaj, narzekając nie psujemy humoru jedynie sobie. Jakież było moje zdziwienie jak wiele może się zmienić w tym zakresie gdy tylko ograniczę swój krytyczny sposób bycia. Raptem ludzie chcieli być w moim towarzystwie! Co więcej przestałam przyciągać marudy co w efekcie sprawiło, że mój poziom zniecierpliwienia zaczął gwałtownie spadać!

Oczywiste prawda? Szkoda, tylko że takie trudne w realizacji.

9d76a55da6719f8d9e33cd6d891d997e

Ale jakie są tego efekty?

Nie zrozumcie mnie źle nie stałam się tryskającą życiem optymistką w różowych okularach. Nie pierdzę tęczą, nie biegam z uśmiechem po autobusie i nie przytulam przechodniów na ulicy. Nie martwcie się, kaftan mi nie grozi 🙂

Ale zauważam jak zmiana podejścia może zmienić życie. Bo banalna prawda jest taka, że to drobiazgi decydują o jakości Twojego życia.

To nie znaczy, że wszystko zaczęło mi wychodzić a problemy przestały się pojawiać i obchodzić moje życie szerokim łukiem. Nie.

Po prosty mój stosunek do tego co się dzieje i reakcja na zaistniałą sytuację jest inna. Zamiast napędzać samą siebie, pogrążać się coraz bardziej w negatywnym rozmyślaniu i tworzyć wcześniej nie istniejące problemy, staram się widzieć pozytywy. Staram się dostrzegać możliwości. Staram się nie analizować wszystkiego i nie rozkładać tego na czynniki pierwsze. Staram się nie tworzyć katastroficznych scenariuszy. Dobrze czytacie – staram się. Nie zawsze mi się udaje, ale jest lepiej niż 1,5 roku temu. A przy dobrych wiatrach za kilka lat będzie jeszcze lepiej.

***

Więcej tego typu wpisów znajdziecie w zakładkach personal lub get fit and healthy choices. Liczymy, że dzisiejszy post przypadł Wam do gustu. Tym bardziej, że planujemy kolejne tego typu! Jednocześnie czekamy na Wasze komentarze, uwagi i przemyślenia. Co myślicie? Może sami macie jakieś sprawdzone pomysły jak żyć lepiej?

Jeśli ktokolwiek z Was pragnie się z nami skontaktować, zapraszamy do zakładki KONTAKT. Pamiętajcie też, że bez trudu znajdziecie nas na portalach społecznościowych –  Facebook’u, Instagramie, Twitter, Bloglovin’, Pineterest, Fashionlista i Tumblr.

images from: pexels.com (icon), tumblr.com, pinterest.com

Karolina

Założycielka bloga zielonakaruzela.pl słynna ze słomianego zapału i odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Miłośniczka klasyki i nieśmiertelnego duetu bieli z czernią. Miłośniczka podróży i kotów (idealne zadatki na starą pannę). Chorobliwa pedantka, nerwus i „człowiek lista”. Uwielbia jazdę na rowerze, czasami udaje, że biega a ostatnio odkrywa możliwości trx. Właścicielka suchej, atopowej skóry i burzy blond włosów. Jej figura to jabłko a jej odwieczną piętą achillesową jest brzuch, z którym walczy od lat. Jest w stanie zjeść żuka ale twardo twierdzi, że fasola nie nadaje się do jedzenia. Jest samozwańczą mistrzynią pakowania walizki.

Założycielka bloga zielonakaruzela.pl słynna ze słomianego zapału i odkładania wszystkiego na ostatnią chwilę. Miłośniczka klasyki i nieśmiertelnego duetu bieli z czernią. Miłośniczka podróży i kotów (idealne zadatki na starą pannę). Chorobliwa pedantka, nerwus i „człowiek lista”. Uwielbia jazdę na rowerze, czasami udaje, że biega a ostatnio odkrywa możliwości trx. Właścicielka suchej, atopowej skóry i burzy blond włosów. Jej figura to jabłko a jej odwieczną piętą achillesową jest brzuch, z którym walczy od lat. Jest w stanie zjeść żuka ale twardo twierdzi, że fasola nie nadaje się do jedzenia. Jest samozwańczą mistrzynią pakowania walizki.

Koniecznie zajrzyj też tutaj

  • Lena

    Niemal jakbym czytała o sobie…Obowiązki, zmartwienia, presja, narzekanie, perfekcjonizm, głęboka depresja gdy coś nie idzie po mojej myśli, fochy, analizowanie wszystkiego co się dzieje wokół i co ludzie do mnie mówią, często własna interpretacja, lub nadinterpretacja, nieporozumienia…mogłabym tak wymieniać w nieskończoność…W jaki sposób po prostu „starasz się” myśleć inaczej? Nie prześladuje Cię przekonanie, że lepsze miłe zaskoczenie niż niemiłe rozczarowanie?

    • Wciąż mam skłonność do analizowania wszystkiego. To nie jest tak, ze raptem widzę przyszłość w różowych barwach i podchodzę do wszystkiego na zasadzie „jakoś to będzie” lub „musi być dobrze”. Staram się zachować rozsądek i po prostu nie nastawiam się ani na sukces ani na porażkę, ale tez zawsze szykuje sobie ewentualną opcję zapasową.

      Po prostu zauważyłam, ze zbytnim rozmyślaniem zwykle tworzę problemy których nie ma. A zbytnim martwieniem się na zapas nie rozwiążemy problemów co najwyżej zatrujemy sobie teraźniejszość. Koncentruj się na tu i teraz. Staram się dostrzegać inne możliwości i perspektywy. Nie rzucam wszystkiego na jedną kartę. Doceniam to co mam. Pozdrawiam ciepło!

      • Lena

        Bardzo mądre słowa 🙂 Pozdrawiam!

        • Dziękuję serdecznie! 🙂 Bardzo mi miło 🙂

    • To również idealnie pasowało do mnie. Obowiązki, ciągły pęd, narzekanie i analizowanie, i ponownie ciągły bieg przez życie. Początek roku zaowocował u mnie poważnymi zmianami i teraz nareszcie jestem spokojna i szczęśliwsza. Tkwiłam w zawiłej sytuacji ponad 2 lata i tyle czasu zajęło mi dojście do wniosku „po co mi to wszystko”. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Czasami potrzeba pewnych zmian aby móc być szczęśliwym…na wszystko jednak przyjdzie pora 🙂 Także życzę Ci więcej spokoju 🙂 pozdrawiamy!

  • Magduśka

    Naprawdę bardzo fajny post!

  • Izabela

    Bardzo ale to bardzo miło sie to czytało. Proszę o więcej :))

    • Dziękuję serdecznie! 🙂 Bardzo mi miło 🙂

    • Postaramy się o więcej 😉

  • Post godny uznania, pozytywne myslenie i umiech na tworzy to podstawa, o ile zycie jest łatwiejsze…

    • Dziękuję serdecznie za miłe słowa 🙂

    • Rzeczywiście, wszystko jest wtedy łatwiejsze 🙂

  • Elizka

    Piszcie jak najwięcej dziewczyny! Świetna i mądra historia :)))

    • Postaramy się 😀 dziękujemy 🙂

    • Bardzo nam miło!Dziękujemy serdecznie 🙂

  • Pingback: 5 sposobów na szczęśliwsze życie ciąg dalszy – Zielona Karuzela()

  • Magduśka

    Jeden z najlepszych wpisów na jakie trafiłam ever!!!!! DZIĘKI!!!

    • Najprawdziwsza prawda 🙂 najważniejsze to w końcu zdać sobie sprawę z pewnych rzeczy/złych nawyków i lecieć dalej przez życie 🙂

    • Dziękuję serdecznie! Bardzo mi miło 🙂

  • Ja cały czas pracuje nad sobą jeśli chodzi o narzekanie. I masz racje. Narzekanie niestety ale jest zaraźliwe.

    • I do tego bardzo szybko się rozprzestrzenia :/

    • Trzymamy wiec kciuki za sukces 🙂

  • O tak. Zdecydowanie pozytywne nastawienie jest lepsze od marudzenia, narzekania. Sama staram się być bardziej na plus niż minus. Narzekanie i użalanie się nie buduje a zatruwa życie. Świetny wpis.

    • Dziękuje serdecznie 🙂 Oczywiście w pełni sie zgadzam 🙂

    • I słusznie! Nie ma sensu zatruwać życia nie tylko sobie ale też otoczeniu 🙂

  • Oj, jakbym o sobie czytała… Mam w sobie spore pokłady optymizmu, ale jak mnie czasem najdzie, to zrzędzę okropnie. Teraz niedawno postanowiłam z tym walczyć i zrobić sobie dzień bez narzekania. A potem kolejny. I kolejny. I liczę, że stanie się to dla mnie codziennością 🙂

    • Ja niestety tez mam skłonności do zrzędzenia 😉

    • Ja staram sie z tym walczyć – oczywiście z rożnym skutkiem 🙂

  • „Po trzecie” do mnie najbardziej pasuje, tej z przed pół roku jeszcze. Teraz nie umiem zrozumieć jak mogłam tyle narzekać i na co, po co. W końcu uświadomiłam sobie jak bardzo raniłam innych, pal licho ze mną. Chociaż jeszcze zdarza mi sie narzekać, ale tępię to w sobie.

    • Mam niemal identyczne podejście. Zmiany w tym zakresie, nawet te niewielkie, bardzo dużo dają!

    • Doskonale opisałaś nie tylko siebie ale i mnie 🙂 na szcęście w końcu też się ogarnęłam..i mimo, że zdarzają się gorsze chwile czy dni, nie narzekam. Po prostu idę do przodu.

  • Wydaje mi się ,że narzekanie jest już cechą wrodzoną niektórych ludzi. Zamiast wiedzieć w zwykłych chwilach życia codziennego radość my ciągle tylko narzekamy ,że to źle tamto źle i najlepiej byłoby wygrać w totka, żeby wszystko się zmieniło. Ten przypadkowo spotkany człowiek był idealnym dowodem na to ,że da się żyć inaczej, ale trzeba tego chcieć. Nie każdy z nas spotka taką mega pozytywną osobę na swojej drodze dlatego zmiana musi zajść w nas od środka a nie od wewnątrz. Różni ludzie potrzebują różnych bodźców, ale cel jest zawsze ten sam: przestać narzekać i stać się szczęśliwym tu i teraz.

    • Dużo w tym racji. Niewiele osób zdaje sobie sprawę jak łatwo wpaść w błędne koło narzekania i siedzieć w nim przez kilka lat. Dlatego tak wazne jest dostrzeganie pozytywów 🙂

    • Każdy niestety musi sam dojść do takich wniosków. I zadać sobie pytanie – po co uprzykrzać sobie i innym zycie bezsensownym gadaniem i jęczeniem? Są gorsze chwile ale to tylko chwile 🙂 po każdej burzy wychodzi słońce 🙂

  • Narzekanie to taka cecha narodowa. My zdecydowanie za tym nie jesteśmy. A ta historia Czecha, piękna i daje sporo do myślenia.

    • Historia nas po prostu przygniotła. Jeszcze sporą chwilę siedzieliśmy wszyscy w zamyśleniu. Dał nam Pn do myslenia 🙂

    • Ja uwielbiam takie spotkania pomagają dostrzec co jest naprawdę ważne 🙂

  • Piękna historia z tym starszym panem. Każdy z nas chyba potrzebuje czasem takiego kopa, żeby coś zmienić. Ten pan był idealnym przykładem na to, że nawet ze złych rzeczy można wyciągnąć coś pozytywnego. Miło by było, gdybyśmy i my potrafili się tak zachowywać. Też kiedyś byłam marudą, jędzą, zrzędą – ale mi przeszło i czuję się lepiej. I nie chcę już nigdy do tego wracać.

    • Życzę każdemu aby na swojej drodze spotkał kogoś takiego. Od tego Pana biło niesamowitą dobrocią i jestem niezmiernie szczęśliwa, że tacy ludzie jeszcze żyją na tym świecie. Dzięki temu mamy się od kogo uczyć pozytywnego myślenia i uciechy z prozy życia 🙂

    • Grunt by z takich spotkań wyciągnąć wnioski! 🙂

  • Slowl.pl

    Piękna historia spotkania z pięknym człowiekiem, wzruszyłam się.
    Natomiast co do samego narzekania – zgadzam się jak najbardziej z tym, że towarzystwo wiecznych malkontentów jest męczące i nużące, i że wiecznymi narzekaniami można samego siebie wykończyć. Natomiast jednocześnie staram się pamiętać o tym, że do pełnego życia potrzebna jest równowaga. I choć nie lubię ciągłego jęczenia, skwaszenia i międlenia w kółko swoich porażek, to z drugiej strony – mówienia na kupę „kwiatek”, żeby mniej śmierdziała, też nie lubię (że sobie na taki kolokwializm pozwolę ;))

  • Bardzo mnie to cieszy :*